DKMS Logo

Beitrag drucken

Relacja prasowa ze „Spotkania Dawców i Biorców”

Urszula i Wojtek, Oktawian i Przemek - dwie niezwykłe pary. Niezwykłe, bo każda z nich to dwoje ludzi, którzy nie spotkaliby się nigdy, gdyby nie ciężka choroba jednego z nich. I gdyby nie decyzja drugiego o zarejestrowaniu się w bazie dawców szpiku.

Warszawski hotel Rialto, 16 listopada 2011 roku. Zaczyna się właśnie „Spotkanie dawców i biorców” zorganizowane przez fundację „DKMS Baza Dawców Komórek Macierzystych Polska”. To ważny dzień. Dla pracowników fundacji – bo takie spotkanie, to potwierdzenie sensu ich działania. Dla czwórki dawców i biorców – bo dziś widzą się po raz pierwszy.

Naprzeciw siebie stają 10-letni biorca Przemek Bogacki i 23-letni dawca Oktawian Popławski, obok nich 25-letni biorca Wojtek Niewinowski i 40-letnia dawczyni Urszula Michałyk. Są wzruszeni, bo, choć o swoim istnieniu wiedzą już od ponad dwóch lat, to nigdy wcześniej nie mieli okazji się spotkać. Wiedzieli, że łączy ich coś niezwykłego, ale do tej chwili mogli tylko zadawać sobie pytania: „Kim jest ta, która uratowała mi życie?”, „Jak wygląda ten, który, żyje dzięki mojej decyzji?”. Teraz wreszcie mają okazję spojrzeć sobie w oczy, bo w obu przypadkach od przeszczepu minęło już niemal dwa lata, a według zasad fundacji dopiero po takim czasie dawcy i biorcy, jeśli tego chcą, mogą się poznać. Oni chcieli.

Teraz są uściski, kwiaty, łzy… emocje, które trudno im opisać. I którym trudno się oprzeć, nawet jeśli jest się jedynie obserwatorem.

- Czuję się trochę tak, jakbym spotkała część siebie samej, więcej niż kogoś bliskiego. Patrzę na Wojtka i mimowolnie szukam podobieństwa do siebie samej. Takiego uczucia nie da się z niczym porównać

- mówi wyraźnie wzruszona Urszula.

Do bazy dołączyła podczas akcji rejestracji dawców szpiku przeprowadzonej w firmie jej męża. Czy myślała wtedy, że dzięki tej decyzji kilka lat później uratuje komuś życie?

- Chyba nie – wspomina – po prostu uważałam, że należy to zrobić. To było dla mnie naturalne, od lat jestem również honorowym dawcą krwi.

Kiedy krótko po rejestracji dowiedziała się, że jest ktoś, kto jej szpiku potrzebuje, uznała, że ma szczęście

- Przecież podczas tej akcji zarejestrowało się tyle osób, był nas pełen autobus, a tylko ja miałam szansę komuś pomóc. Poczułam się naprawdę wyróżniona!

Oddała więc szpik, a potem zastanawiała się bez końca, czy wszystko poszło dobrze i czekała na informacje od fundacji. Gdy dowiedziała się, że Wojtek jest zdrowy, odetchnęła z ulgą. Ale wciąż o nim myślała.

A Wojtek w tym samym czasie myślał o niej. Zastanawiał się, kim jest ta 38-letnia kobieta, która podarowała mu drugie życie, gdzie mieszka, jak się nazywa, jak wygląda, czy jest do niego podobna, czy ma dzieci, co zdecydowało o tym, że się zarejestrowała jako dawczyni...

O swojej chorobie dowiedział się w czerwcu 2009 roku. Diagnoza brzmiała: ostra białaczka limfoblastyczna. Szybko okazało się, że jedynym ratunkiem jest przeszczep szpiku i że musi być to szpik od dawcy niespokrewnionego, którego przecież wcale nie tak łatwo znaleźć. Okazało się jednak, że Wojtek też ma szczęście. Dzięki Urszuli. Wtedy dowiedział się jednak tylko tyle, że pewna kobieta z Polski jest dla niego dawczynią idealną. Szpik Urszuli przeszczepiono mu 8 grudnia 2009 roku.

Jak się czuje, gdy teraz patrzy na Urszulę?

- Tak, jakbym spotkał swoją drugą matkę, kogoś, kto po raz drugi dał mi życie – mówi krótko. Trudno jest mu wyrazić to, co czuje.

- Bo tej wdzięczności po prostu nie da się opisać - przekonuje Małgorzata Bogacka, mama dziesięcioletniego dziś Przemka, patrząc przy tym na Oktawiana, człowieka, który podarował szansę na życie jej dziecku. Nie chce nawet myśleć o tym, co by się mogło zdarzyć, gdyby ten młody człowiek nie zarejestrował się kiedyś jako dawca...

Przemek zachorował w czerwcu 2009 roku. Zamiast na wakacje chłopiec pojechał do szpitala i pozostał w nim na długie miesiące. Bo bardzo szybko przyszła diagnoza, że to aplazja szpiku, a zaraz po diagnozie – informacja o konieczności przeszczepu. Kiedy okazało się, że dawcą nie może być nikt z rodziny, rozpoczęły się poszukiwania dawcy niespokrewnionego. I tym razem jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki – znalazł się dawca i w grudniu 2009 roku przeszczepiono chłopcu szpik. Rodzina Przemka wiedziała wtedy tylko, że dawcą jest 21-letni mężczyzna z Polski. To wszystko.

Dziś wiedzą, że Oktawian namówiony przez swoją dziewczynę zarejestrował się jako dawca kilka lat wcześniej i jak mówi dziś, kiedy zadzwoniono do niego z fundacji, już prawie o tym fakcie nie pamiętał. Ale kiedy tylko dowiedział się, że może uratować życie 8-letniemu chłopcu, zdecydował się niemal natychmiast.

Uratować komuś życie, to przecież zupełnie jak zostać bohaterem... Czy nie o tym marzy każdy mężczyzna?

- Owszem, ale po pierwsze nie sądziłem, że to takie proste, a po drugie nie czuję się wcale żadnym bohaterem. Przecież nie skakałem za nikim do ognia, nie narażałem własnego życia. Po prostu oddałem szpik, to nie było ani bolesne, ani tym bardziej niebezpieczne – tłumaczy Oktawian i widać, że jest nieco zmieszany tym, co się teraz wokół niego dzieje.

Najspokojniej reaguje na to wszystko Przemek. W milczeniu przygląda się zamieszaniu tworzonemu przez dorosłych, a potem namawia Oktawiana, by pograli razem z piłkę. Umowa stoi. Przemek będzie stał na bramce, a Oktawian – strzelał gole. Już niedługo.