Moja przygoda z DKMS Polska zaczęła się rok temu, 17 listopada podczas Dnia Dawców Szpiku Kostnego organizowanego przez WSB w Nowym Sączu. O akcji dowiedziałam się z plakatu, który zamieszczony był w miejskim autobusie. Pomyślałam sobie: „czemu nie...?!" Moja decyzja była bardzo spontaniczna. Do końca nie zdawałam sobie sprawy, że będę dawcą szpiku kostnego. Pobrano ode mnie próbkę krwi, a 3 miesiące później dostałam oficjalne potwierdzenie uczestnictwa. Następnie sprawa ucichła, aż do dnia 29 lipca 2010 roku, kiedy będąc na lotnisku w Londynie otrzymałam telefon od Pani Zuzanny Jastrzębskiej z informacją, iż znalazł się odpowiedni biorca dla moich komórek macierzystych. Przyznam szczerze, że bardzo zaskoczyła mnie ta wiadomość. Bez żadnego zastanowienia zgodziłam się dalej uczestniczyć w akcji. Było dla mnie jasne, że zapisując się do fundacji, daję komuś w pewnym sensie nadzieję, więc nie mogłam tak po prostu odmówić. W ramach całej procedury miałam przeprowadzone badania wirusologicznie, które odbyły się w moim mieście. Kiedy okazały się poprawne, Pani Zuzanna przedstawiła mi wstępnę terminy pobrania komórek macierzystych. ,Do końca nie wierzyłam, że to wszystko dzieje się naprawdę. Następnie, 25 października pojechałam na badania wstępne do Drezna w towarzystwie tłumacza Macieja Luchowskiego. Wykonano szereg badań,, aby sprawdzić stan mojego zdrowia, a także żeby ustalić odpowiednią dla mnie dawkę Granocytu, leku w formie zastrzyków, który musiałam sobie zaaplikować 4 dnia przez zabiegiem. Jego zadaniem było zwiększenie ilości komórek macierzystych i uwolnienie ich do krwioobiegu, skąd mogły zostać pobrane przy następnej wizycie. Chciałam jeszcze nadmienić, iż cała "ekipa" lekarska przyjęła mnie bardzo ciepło i serdecznie.Trzy tygodnie później ponownie pojechałam do Drezna, lecz tym razem w towarzystwie mojej mamy, która mnie wspierała. O godzinie 8 rano 22 listopada musiałam stawić się w klinice. Cały zabieg trwał 3,5 godz. Najgorszym dla mnie momentem było wbicie igieł, lecz dzięki fachowej obsłudze pielęgniarek trwało to zaledwie parę sekund i było prawie bezbolesne. A później to już z górki:) Po wszystkim byłam lekko osłabiona, lecz po skonsumowaniu większej dawki czekolady ponownie nabrałam sił. Na następny dzień musiałam powtórzyć całą procedurę w celu zebrania odpowiedniej liczby komórek, z tym że czas trwania zabiegu był już krótszy. Podczas powrotu do domu, otrzymałam telefon od Pani Iwony Tomanek (która również mnie pilotowała) z informacją, że moim biorcą jest 60-letnia Niemka. Dopiero wtedy uświadomiłam sobie, co się stało. Pani Iwona śmieje się, że to tak jakbym teraz miała drugą mamę. Czuję się bardzo szczęśliwa, że los mnie wybrał, wyróżnił spośród mnóstwa osób, że mogłam komuś pomóc.
Teraz mam nadzieję że wszystko się uda i moja biorczyni wyzdrowieje :)
Chciałabym podziękować całej fundacji DKMS, a przede wszystkim p. Zuzannie Jastrzębskiej i p. Iwonie Tomanek, które wspierały mnie swoim ciepłym głosem, Maćkowi Luchowskiemu oraz Jego małżonce za miłą atmosferę podczas podróży i pobytu w Dreźnie, a przede wszystkim mojej mamie, która była przy mnie.
Zachęcam wszystkich do wzięcia udziału w tej akcji. Tak naprawdę nie wymaga to nie wiadomo jakich poświęceń, a może uratować komuś życie! Czuję się ogromnie wyróżniona i szczęśliwa i mam nadzieję, że wszystko przebiegnie pozytywnie.
Pozdrawiam gorąco