
Moja historia bycia dawcą zaczęła się w czerwcu 2009 r. Podczas Dnia Dawcy zorganizowanego w mojej miejscowości zgłosiłam swoją chęć ratowania życia. Nie spodziewałam się, że to wszystko odbędzie się w tak krótkim czasie. Po dwóch miesiącach otrzymałam telefon z informacją, że jestem genetycznym bliźniakiem osoby chorej na białaczkę. Dostałam wszystkie szczegółowe informacje na temat tego jak wygląda pobranie komórek macierzystych z krwi obwodowej, a jak pobranie szpiku z kości biodrowej. Jak się dowiedziałam, że w moim przypadku będzie stosowana metoda pobrania szpiku z kości biodrowej byłam przerażona. Dwa tygodnie przed planowanym zabiegiem zostałam skierowana na badania, które potwierdziły, że jestem całkowicie zdrowa i nic nie zagraża mojemu bezpieczeństwu. Aż nadszedł ten Wieki Dzień, dzień, w którym ofiarowałam życie drugiej osobie. Samego zabiegu oczywiście nie pamiętam, ponieważ wszystko było wykonywane pod narkozą ogólną. Po obudzeniu zostałam położona na specjalnych woreczkach z piaskiem, których zadanie miało polegać na zmniejszeniu bólu, którego tak naprawdę prawie nie odczuwałam. Czułam się świetnie, jedynie, co wskazywało na to, że miałam zbieg były małe plasterki przyklejone na niewielkich rankach, po których kilka dni później nie było śladu. Zaraz po zabiegu dowiedziałam się, że dałam szansę na nowe życie rocznej dziewczynce. To było niesamowite uczucie, którego nie jestem w stanie opisać, zrozumieć mnie mogą tylko te osoby, które zrobiły to samo, co ja. Jestem z siebie dumna dając tak mało mogłam zrobić tak wiele, i na pewno zrobię to jeszcze nie raz tym razem bez żadnego strachu i jakichkolwiek wątpliwości. Zachęcam wszystkich, którzy chcą zrobić coś dla innych. Oddanie szpiku to naprawdę nic strasznego.
Alicja Cabaj