Kiedy moja serdeczna koleżanka zapytała mnie ostatnio, że po co, jak , ale dlaczego, co zdecydowało, że postanowiłam zarejestrować się jako dawca??? to tak naprawdę odpowiedziałam Jej że nie wiem. Być może podjęłam tę decyzję po przeczytaniu biografii cudownego tenora Jose Carrerasa , który również był chory na białaczkę, być może podjęłam tę decyzję kiedy podczas mojej pracy również miałam kontakt z osobami chorymi na raka, być może to, że tak na dobrą sprawę każdego z nas może dotknąć ta choroba.
Tak naprawdę dla mnie nie ma znaczenie co było powodem, bo czy musi być jakiś powód by komuś w sposób bezinteresowny ofiarować trochę szczęścia????
Kiedyś ktoś bardzo mądry powiedział że „... na planecie Ziemia każdy z nas ma pewną misję do spełnienia. Rodzimy się i żyjemy w najwłaściwszym dla siebie miejscu i czasie... „ i jestem przekonana, że to właśnie był właściwy moment i czas do podjęcia takiej decyzji.
Każdego z nas życie doświadcza inaczej. Otrzymujemy od losu inne dary. Niektóre z nich od początku przyjmujemy z radością i szczęściem, inne bolesne dopiero po długim czasie rozumiemy jego lekcję, wynoszącą nas na wyższy poziom naszego życia. Komu kiedyś załamało się życie ten doskonale wie o czym mówię.
Jeżeli dzisiaj ktoś cierpi lub może nawet ma wyrok wydany przez medycynę to dlaczego nie skorzystać z okazji by mu pomóc tym bardziej, że w tym przypadku chodzi o „Twojego genetycznego bliźniaka”, jakże to niezwykłe!!!
Pamiętajcie w życiu nigdy na nic nie jest za późno!!!, nie ważne ile masz lat, gdzie mieszkasz i jakie masz dokumenty poświadczający Twój rozum. Wszystkich serdecznie zachęcam do przyłączenia się do akcji DKMS i zostania potencjalnym dawcą.
Największą nagrodą jaką otrzymasz w zamian za „ ten trud” będzie znakomite samopoczucie i życie pełne radości. Z pewnością jest to inwestycja warta zachodu. Bądź pewny, że Twoje życie nigdy już nie będzie takie samo jak przedtem. Po prostu będzie lepsze!
Dla mnie osobiście ogromna satysfakcja i radość , że mogłam brać udział w tej przygodzie, przygodzie w której było ofiarowanie Komuś największego pragnienia i daru jakim jest Życie.
A teraz kilka spraw organizacyjnych; ja po prostu weszłam na stronę DKMS Polska i zarejestrowałam się. Po kilku dniach otrzymałam w kopercie pałeczki do pobrania śliny, następnie pobranie próbki krwi i już.
Kiedy zadzwonił telefon , że mogę zostać dawcą „ totalny szok” bo akurat byłam spakowana i już jedną nogą na lotnisku:-) na szczęście wyjazd przełożyłam.
Później badania wstępne w Dreźnie, przyjmowanie granocytu w moim przypadku były to 3 zastrzyki dziennie, oczywiście nie miałam na tyle odwagi by samemu robić sobie zastrzyki , robiły to pielęgniarki z mojej przychodni. A teraz dobra rada dla wszystkich Tych którzy tak samo jak ja nie znoszą igieł; po pierwsze zamknąć oczy a po drugie odwrócić głowę w drugą stronę – to naprawdę działa :-))
na koniec ponowny wyjazd do Drezna na zabieg. W moim przypadku trwało to ok 3 godziny, ale w między czasie obejrzałam sobie film siedząc w wygodnym fotelu z podusią, później drzemka w hotelu i już po wszystkim.. Prawda że dziecinnie proste, a ile radochy! :-)))
Na koniec chciałam serdecznie podziękować mojej Pani koordynator Zuzannie Jastrzębskiej, osobie o cudownie ciepłym głosie i która moim osobistym skromnym zdaniem jest właściwą osobą na właściwym miejscu, jak również dla Maćka – tłumacza, przewodnika , smakosza kuchni włoskiej- mniam mniam:-))) , słodyczowego łasucha, fana Barcy; fajnie, że są Tacy Ludzie.
To tyle, trzymam kciuki za mojego „ genetycznego bliźniaka „ i za przyszłych potencjalnych dawców.
Pozdrawiam, Kasia.