Moja historia swój początek miała pod koniec roku 2010 r. kiedy to postanowiłam zarejestrować się on-line w Fundacji DKMS. Po pewnym czasie przyszły pałeczki , ale ja jakoś nie czułam się pewna , na siłach aby od razu odesłać zestaw. Pałeczki przeleżały u mnie 5 miesięcy aż któregoś dnia , spojrzałam na nie i powiedziałam "już czas na Was". Nie wiem dlaczego ale czułam takie wewnętrzne przekonanie , że jak wyślę to niedługo mój telefon zadzwoni z Fundacji. No i wiele się nie myliłam...Po 4 m-cach od rejestracji zadzwonił Pan z Andrzej z Fundacji z pytaniem czy nadal podtrzymuję chęć bycia dawcą. Oczywiście się nie zawahałam i kilka dni później miałam wyznaczone badania morfologiczne. Jednakże po 3m-cach okazało się , że druga osoba która też przeszła badania ma bardziej zgodne wyniki z biorcą niż ja. Myślałam że to już koniec ... ale jednak nie! Niecały miesiąc później zadzwoniła p.Magda Wilk z ponownym pytaniem czy chcę zostać dawcą , oczywiście że chciałam- moja radość była wielka . I od tego czasu ruszyła maszyna...Były badania w W-wie i czas na pobranie. Pobranie miało odbyć się przez krew obwodową. Stawiłam się w Klinice (była to 4 rocznica mojego ślubu , dzień w którym miałam oddać cząstkę siebie dla innej osoby). Komórki odseparowywały się przez 4 h przez dwa dni. Lecz niestety ...nie udało się zebrać wystarczającej liczby komórek. Okazało się że znalazłam się w 1% grupie osób gdzie organizm jest "oporny" na granocyt i komórki się nie zmotywowały. W tej sytuacji lekarz zadecydował o pobraniu szpiku z talerzy kości biodrowych. W związku z tym w poniedziałek znowu wróciłam do W-wy , zostałam przyjęta na oddział a następnego dnia z samego rana został mi pobrany szpik. Wszystko bardzo sprawnie , szybko i bez komplikacji. Pod narkozą byłam niecałą godzinę - czego w ogóle nie odczułam. Szpik został pobrany w zadowalającej ilości . Po zabiegu zostałam otoczona fachową opieką , a następnego dnia zostałam wypisana do domu. Mimo wszytko czuję się szczęśliwa , zadowolona i spełniona że mogłam pomóc osobie poza granicami naszego kraju . Czy zdecydowałabym się oddać szpik jeszcze raz ? Pewnie - bez wahania .
Chciałabym życzyć memu biorcy, aby szpik się przyjął i jak najwięcej zdrowia ...
Do zobaczenia Drogi Bliźniaku. Chciałabym też podziękować Fundacji DKMS za wspaniałą organizację, pomoc i opiekę w szczególności mojej koordynatorce Pani Magdzie Wilk oraz Zuzannie Jastrzębskiej, a także całemu personelowi medycznemu z Kliniki w Warszawie , a w szczególności Bankowi Komórek Krwiotwórczych oraz Dr n.med. Maciejowi Gontarewiczowi.
Z poważaniem
Liwia Warmińska-Hinz