"RAZ SIE ŻYJE"- to moje motto, które jest ze mną od momentu, kiedy sięgam pamięcią!!! Myślę, że korzystanie z życia i jego uroków jest jak najbardziej pozytywne:-). Po przyłączeniu się do DKMS stwierdziłem, że jest ono pozytywne w podwójnym znaczeniu!!!
Myślę że dzięki Fundacji i osobom w niej zarejestrowanym, niektórzy ludzie mogą żyć "DWA RAZY".
Moja przygoda z DKMS rozpoczęła się w maju 2010 roku, może troszkę inaczej, niż u pozostałych dawców, dlatego, że nie za często przebywałem w kraju i nie miałem kontaktu z mediami...tak po prostu chciałem coś zrobić i zrobiłem to!!!! Zostałem potencjalnym dawcą, ale bez jakiegoś większego smaku...marzyłem zawsze, że jak wygram w lotto, to otworzę swoją Fundację. Nieważne jaką, ważne żeby pomagać. Jest to marzenie raczej mało realne, ale zastanawiałem się, jaka jest różnica między prawdopodobieństwem wygrania na loterii, a znalezienia bliźniaka genetycznego…Wydawało mi się, że nie ma!
Pół roku po rejestracji odebrałem telefon: "dzień dobry, Zuzanna Jastrzębska DKMS POLSKA", w pierwszej chwili pomyślałem sobie, że jest to rutynowa kontrola potwierdzająca chęć oddania szpiku, dlatego że kilka dni wcześniej nagłośniona była sprawa dawcy, który zrezygnował przed pobraniem samego szpiku dla 4-letniej dziewczynki...po dłuższej rozmowie wyczułem, że chodzi o inną sprawę...znalazł się biorca i to właśnie ja mogę mu pomóc! Był to moment, w którym naprawdę ugięły mi się nogi:-). Nie pobranie, nie badania, a właśnie ta pierwsza rozmowa, która była bardzo miła i konkretna. Po jej zakończeniu cieszyłem się sam do siebie przez dłuższy czas, nie za bardzo wierząc w to, co się stało!
Pierwszym etapem było oddanie niewielkiej ilości krwi do przebadania...i też tak zrobiłem, następną czynnością było czekanie na wyniki...i to była lekka męczarnia, dlatego że nie mogłem się doczekać następnego kroku...czekałem na e-maile, na telefony, aż sam zadzwoniłem do Fundacji, mimo tego, że Pani Zuzka informowała mnie, że czas oczekiwania na ostateczną decyzję może trwać nawet do 3 miesięcy...Badania krwi wykazały, że jest wszystko dobrze i mogę być dawcą....zostało czekanie i to jest chyba najbardziej bolesny moment całej przygody...
W końcu pod koniec roku telefon i pytanie, czy podtrzymuję chęć bycia dawcą, a odpowiedź możliwa była tylko jedna - jak najbardziej "Tak":-)
Najgorsze jeszcze przede mną - badania wstępne całego organizmu w klinice w Dreźnie!
Początek stycznia wyjazd z Maćkiem Luchowskim, który jest opiekunem i tłumaczem - nazwałem go dobrym wujkiem:-) Bardzo pozytywny człowiek:-), badania trwają cały dzień, ale w bardzo miłej atmosferze!
Po tygodniu dostałem wyniki, że jest wszystko ok! Po raz kolejny wielka radość:-)
23 stycznia wyjazd główny...spakowałem się, około godz. 15 pod dom, bo akurat miał po drodze, przyjechał Maciek.
Wyjechaliśmy....w Dreźnie byliśmy po 2 godz., kolacja i nocleg w klinice.
Rano w towarzystwie Maćka i 2 pielęgniarzy pojechaliśmy ambulansem na salę operacyjną, zaznaczę, że wcześniej dostałem ciekawy strój i seksowne pończochy, gdzie szybko poprawił mi się humor:-)
Jestem na miejscu i czekam na narkozę...wolałem mieć pobranie komórek macierzystych z krwi obwodowej, ale lekarze stwierdzili, że lepsze będzie pobranie z kości biodrowej..nie za bardzo chciałem wiedzieć, jak to wygląda, żebym się nie przestraszył...więc leżałem i zastanawiałem się, czy mam stres,, czy to adrenalina, którą kocham, czy po prostu jest mi zimno, dlatego, że nogi mi drżały razem z łóżkiem na którym leżałem...przyszedł anestezjolog, powiedział, że idzie narkoza i obudziłem się w innym pomieszczeniu! już było po wszystkim, a eliksir życia leciał już do Szwajcarii, bo tam czekał na niego mój genetyczny bliźniak. Dowiedziałem się o tym, zaraz po zabiegu. Zadzwoniła Pani Iwonka z pytaniem, jak się czuję, czy wszystko jest dobrze i czy chce wiedzieć, kto jest biorcą...nie mogłem się tego doczekać, ale tak naprawdę jest to chyba bez znaczenia, bo myślę, że każdy ma prawo żyć!
Powiem szczerze, że przed zabiegiem nie byłem taki twardy, jak mi się wydawało...bałem się bólu po przebudzeniu, ale we wcześniejszej rozmowie z Iwoną Tomanek, która ma anielski głos, stwierdziliśmy, jaki ból ma znaczenie w porównaniu z życiem! Powiedziałem: trudno, wytrzymam!
Po narkozie zastanawiałem się, czy w ogóle coś mi robili, czy zabieg został wykonany, dlatego, że nic nie czułem tzn. żadnego bólu, żadnych ubocznych skutków....czułem się tak samo, jak przed znieczuleniem i czuję się tak do tej pory...Następnego dnia, po obserwacji wyszedłem ze szpitala, pojechałem do domu i na drugi dzień poszedłem do pracy!
Wróciłem do domu, troszkę smutny, każdy z moich znajomych, rodziny martwił się, że coś się stało...a stało się-zakończyła się TA przygoda, tyle czekania, przygotowywania, oczekiwania, telefonów, rozmów, planów nagle się zakończyło:-( , ale tak bardzo jak chciałem zostać dawcą, tak samo teraz chcę zostać po raz następny i wiem, że to się często nie zdarza, to mimo wszystko czuje, że, któregoś dnia zadzwoni telefon i usłyszę po raz kolejny "dzień dobry Iwona Tomanek, czy Zuzanna Jastrzębska...", czy podtrzymuje Pan gotowość zostania dawcą...":-)
Powiedziałem, że nikogo nie będę namawiał na bycie dawcę, ale chętnie opowiem cudowną historię związaną z DKMS! Jest to coś, czego nie można za bardzo opowiedzieć, czy opisać, niektórzy się dziwią ,dlaczego się aż tak angażuję w to, co się stało...myslę, że zrozumieją mnie wszyscy, którzy to już zrobili.
Kiedy wyjeżdżałem do kliniki, w TV leciały skoki narciarskie, gdzie Adam Małysz zdobył złoty medal i stał na podium w Zakopanem przed swoją publicznością...miliony szczęśliwych Polaków!
Myślę, że też wygrałem, a teraz czekam na wiadomość od mojego bliźniaka, który powie, że poradził sobie z największym rywalem w swoim życiu i staniemy na najwyższym podium-RAZEM! Myślę, że wtedy jedna osoba, jeden człowiek będzie szczęśliwszy, niż miliony kibiców razem wziętych...
Myślę, że jest czymś pięknym dać komuś prezent w postaci życia! Jeśli wszystko pójdzie dobrze, a mam nadzieje, że tak będzie, to 8 marca po raz kolejny zostanę dawcą życia - na świat przyjdzie mój synek:-)
Myślę, że warto zostać dawcą, chociażby dla tych wszystkich podziękowań, dla wszystkich miłych słów, które usłyszałem, dla ogromnej ilości uśmiechów ze strony Fundacji, ze strony kliniki i myślę, że z każdej innej strony...
Na zakończenie chciałem wszystkim PODZIĘKOWAĆ, wszystkim którzy mnie wspierali!!!
Mojej kochanej Gosi, która na dniach zostanie mamusią, Pani Zuzi, Pani Iwonce, mamie, rodzinie, całej Fundacji, lekarzom, całej obsłudze z kliniki, Maćkowi i szczęściu:-)
Marcin Lenczyk