DKMS Logo

Beitrag drucken

Mariusz Afeltowicz
Mariusz Afeltowicz

Historia Dawcy - Mariusz Afeltowicz

 

Moja przygoda z DKMS jest bardzo podobna do historii wielu dawców, którzy należą już teraz do tego bardzo pożytecznego stowarzyszenia. Z racji tego, że jestem krwiodawcą

o możliwości oddania szpiku kostnego wiedziałem od dawna. Jak to zwykle bywa pracą zawodową i inne nie wyjaśnione okoliczności odwodziły w czasie moje zgłoszenie się do programu. Aż tu pewnego dnia na jesień 2009 r. dzięki mojej żonie Joli dowiedziałem się, że

w naszym mieście Gdyni wojsko organizuje spotkanie dla wszystkich chętnych, którzy pragną przystąpić do programu. Oczywiście wspólnie z żoną nie zastanawialiśmy się ani minuty i następnego dnia dopełniliśmy formalności. Nie pozostało nam nic innego, jak tylko czekać na telefon, który wcale nie musiał zadzwonić.

 

We wrześniu 2010 moja chrześnica wychodziła za mąż i w zasadzie cała nasza uwaga skupiała się na tym doniosłym wydarzeniu. Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu na początku września odebrałem telefon i usłyszałem przemiły głos młodej dziewczyny Zuzanny Jastrzębskiej, która powiadomiła mnie, że reprezentuje DKMS Polska. Zapytała czy podtrzymuje swój akces w programie, ponieważ mam genetycznego bliźniaka i potrzebny jest mój szpik. Odpowiedziałem jej wówczas, że jak się powiedziało A to trzeba powiedzieć B

i czekam na instrukcję. Nasza rozmowa trwała bardzo długo i jej efektem było wstępne umówienie się na pobranie krwi do badań. Trzy lub cztery dni później pani Zuzanna zadzwoniła ponownie, aby powiadomić mnie o zmianie decyzji. „Pomijamy jeden etap, ten

z badaniem krwi i od razu mam jechać do Drezna”. Wymuszone to było stanem zdrowia potencjalnego biorcy.

 

Pani Zuzanna zaproponowała termin wyjazdu na dzień 26 września. Zgodziłem się, chociaż wiedziałem, że jako Ojcu Chrzestnemu nie wypada opuścić wesela w połowie. Cóż było robić, ta sprawa jest ważniejsza. I tak ciężko zmęczony weselnymi harcami wsiadłem do pociągu. W Poznaniu miałem spotkać Martę, która tak jak i ja jechała na badanie do Drezna. Wreszcie dojechaliśmy do Obornik Śląskich, gdzie na peronie czekał nasz przewodnik Maciek Luchowski. Dalszą podróż odbyliśmy jego samochodem.

W klinice zostaliśmy przyjęci po pańsku, siostry starały się, aby niczego nam nie brakowało

i abyśmy czuli się jak w domu. Były kanapki, kawa, zimne napoje i słodycze, ile kto chciał. Musicie przyznać, że to nietypowe zachowanie służby zdrowia. Po badaniach Maciek zabrał nas na zakupy i wróciliśmy da Wrocławia. Zapomniałbym o jeszcze jednej ważnej sprawie, Maciek zabrał nas też na posiłek do włoskiej restauracji. Było zajefajnie smacznie. Maćku dziękuje Tobie za to.

 

W klinice dostaliśmy szczegółowe instrukcje, co do dalszego postępowania i został już uzgodniony termin właściwego oddania komórek macierzystych. Ja miałem wrócić do Drezna 18 października. Dwa dni po powrocie do domu Pani Zuzanna zadzwoniła ponownie z prośbą o możliwość przyspieszenia terminu. I tak znalazłem się w Dreźnie 11 października. Samo pobranie komórek poszło sprawnie i już pierwszego dnia sprawa została zakończona. Dzięki temu mieliśmy z Maćkiem jeden cały dzień na zwiedzanie starego Drezna. Muszę wam powiedzieć, że naprawdę jest piękne i warto tam pojechać prywatnie.

Z niepokojem oczekiwałem na informację o moim bliźniaku genetycznym, skąd pochodzi czy jest mężczyzną czy kobietą, a może to dziecko? Wreszcie Pani Zuzanna zadzwoniła i już wiedziałem, że jest to mężczyzna z USA. Chciałbym bardzo żeby za 100 dni Zuzanna przekazała mi dobre wieści o stanie jego zdrowia.

Wszystkim niezdecydowanym chce powiedzieć, że możliwość uratowania życia ludzkiego dla wielu z nas jest jak trafienie szóstki w totolotka. Ludzie nie bójcie się, oddanie szpiku nie boli, a życie ludzkie jest bezcenne i można je komuś podarować na nowo!!! Podczas badań przygotowujących do oddania komórek macierzystych na 100% dowiadujesz się najważniejszej dla ciebie informacji - jesteś zdrowy!

 

Mariusz Afeltowicz