DKMS Logo

Beitrag drucken

Nina Zakrzewska z mężem
Nina Zakrzewska z mężem

Historia Dawcy - Nina Zakrzewska

 

Moja przygoda z Fundacją DKMS zaczęła się 8 czerwca 2009 r. kiedy poszukiwano dawcy szpiku kostnego dla 22 letniej Ani Seweryn. Buntowałam się, że tak młoda osoba, która może być moją córką zachorowała. Zgłosiłam się, żeby dać jej szansę i nadzieję, której nie można drugiemu człowiekowi odbierać. I tak na mojej uczelni Akademii Ekonomicznej w Katowicach zostałam zapisana do Banku Dawców. Na moją decyzję wpłynął także fakt, że na białaczkę zmarła moja 8 letnia siostra. Był wtedy rok 1964 i nie było takich możliwości jak obecnie. Chorowała 5 miesięcy a ja dalej za nią tęsknię.

 

Mimo tego, że zapisałam się do Banku Dawców, to nie przypuszczałam jednak, że gdzieś na świecie, żyje ktoś zgodny ze mną genetycznie i do tego jeszcze ktoś chory i potrzebujący, komu tylko ja będę mogła pomóc.

 

 

W marcu 2010 zadzwoniła do mnie z fundacji DKMS Kinga Dubicka z pytaniem, czy podtrzymuję dalej decyzję i czy chcę zostać dawcą, bo jest ktoś kto potrzebuje mojej pomocy.

 

 

Chociaż telefon ten był dla mnie wielkim zaskoczeniem, ale i wielką radością powiedziałam od razu, że tak. Kiedy już wiedziałam, że jest ktoś chory i jak ten rozbitek na oceanie trzyma się deski i czeka na szansę nowego życia, to nie mogłam mu odmówić. Cieszyłam się bardzo.

 

 

Potem kolejne badania w Katowicach i w Dreźnie potwierdzające, że mogę być dawcą.
23 kwietnia w piątek w Dreźnie, był ten dzień kiedy odbył się rano zabieg pobrania szpiku z kości biodrowej. Przed zabiegiem, który był dla mnie sytuacją nową, bałam się jak każdy człowiek. Bałam się, czy się obudzę po zabiegu i czy zobaczę moje dzieci. Moja serdeczna koleżanka powiedziała: to tak jakbyś rodziła kolejne dziecko ale przez cesarskie cięcie. I to mnie uspokoiło i powtarzałam sobie to zdanie codziennie, żeby się uspokajać. Moim wielkim wsparciem przez cały czas do zabiegu była z fundacji DKMS Zosia Olszewska, która okazywała mi wiele serca a jej głos łagodził moje emocje.

 

 

Po zabiegu, którego nie pamiętam, bo był w znieczuleniu ogólnym cieszyłam się, że się obudziłam, i że czuję się bardzo dobrze. Moja radość była wielka i tak jak pozostali dawcy mogę powiedzieć tylko tyle, że zrozumie mnie tylko ten co zrobił to samo. Tłumacz wysłany ze mną przez fundację DKMS Maciej Luchowski, który w czasie mojego dwukrotnego pobytu w Dreźnie był moim Aniołem Stróżem, ślicznie nazwał nas dawców zaczarowanymi ludźmi.

 

 

Po zabiegu, dowiedziałam się komu dałam szansę i nadzieję na życie, a jest to kobieta trochę starsza ode mnie, która w swojej chorobie, tak bardzo czekała na przeszczep. Trzymam za nią kciuki i życzę dużo zdrowia i szczęścia które jej do tej pory nie opuściło.

 

 

Mogę powiedzieć, że pobyt w Dreźnie był dla mnie wielką i radosną przygodą. Na następny dzień po zabiegu w sobotę zostałam wypisana i mogłam zwiedzać Drezno w towarzystwie małżonka i tłumacza Macieja Luchowskiego. Spędziliśmy ten czas w Dreźnie bardzo miło i radośnie i mieliśmy wiele zabawnych sytuacji. Już w poniedziałek wróciłam do moich obowiązków w pracy.

 

 

Jeżeli macie wątpliwości czy zostać dawcą szpiku kostnego to powiem wam nie bójcie się i zróbcie to. Warto żyć dla takich chwil.

 

 

Nina Zakrzewska

Nina Zakrzewska