DKMS Logo

Beitrag drucken

Piotr Lipiński
Piotr Lipiński

Historia Dawcy - Piotr Lipiński

 

Moja historia z Fundacją DKMS Polska zaczęła się przeszło rok temu, a dokładnie 8 czerwca 2009 roku. Usłyszałem wtedy w mediach o poszukiwaniu dawcy szpiku kostnego dla Anny Seweryn, zaledwie 22-letniej studentki z Katowic. Razem z żoną postanowiliśmy, że zgłosimy się na wstępne badania. Myśleliśmy wtedy tylko o tym, aby dać komuś szansę na powrót do normalnego życia. Jak się szybko okazało, znalezienie genetycznego bliźniaka wcale nie było taką łatwą sprawą. Niestety, wśród prawie 13 milionów ochotników zarejestrowanych w światowej bazie dawców nie było tego jedynego, który mógłby pomóc Ani.

 

Przyznam szczerze, że nie liczyłem się z tym, iż pewnego dnia odbiorę telefon z informacją o możliwości uratowania komuś życia. Gdy po roku od rejestracji w DKMS zadzwoniła do mnie Pani Zofia z Fundacji, byłem bardzo zaskoczony. Usłyszałem wtedy w słuchawce swego telefonu, że gdzieś na świecie żyje człowiek, który najprawdopodobniej jest moim genetycznym bliźniakiem i właśnie mnie potrzebuje. Nie zastanawiałem się ani chwili. Od razu zgodziłem się na dalsze badania, aby potwierdzić całkowitą zgodność genetyczną. W tym celu musiałem udać się do klasztoru Bonifratrów w Katowicach. Gdy czekałem na wyniki, byłem podenerwowany. Nie bałem się o siebie, ale o osobę, która gdzieś tam czeka z nadzieją na dalsze życie. Pragnąłem jak najszybciej jej pomóc.

 

Od Pani Zofii otrzymałem sporo informacji na temat wszelkich badań, jak i o samym oddaniu szpiku kostnego. Po około 6 tygodniach już wiedziałem, że mogę zostać dawcą. Następnie został ustalony termin kolejnych badań, tym razem w Dreźnie. Od 4 do 7 lipca pod fachową opieką spędziłem czas w niemieckiej klinice. Trudno mówić tutaj o swoich uczuciach i jednoznacznie je określić. Niewątpliwie występowały pewne obawy pomieszane z ogromną radością. Obawy, że coś pójdzie nie tak, radość z kolei z faktu, iż tak mało brakuje do uratowania czyjegoś życia.

 

I w końcu nadeszła wielka chwila. 26 lipca, wraz z moją szwagierką Magdą, udałem się do Drezna, aby następnego dnia oddać swoje komórki macierzyste.

Dlatego też, aby je pobudzić, kilka dni przed pobraniem musiałem robić sobie zastrzyki. Czułem się wtedy trochę osłabiony. Sam zabieg miał trwać 3,5 godziny. Zostałem podłączony do aparatury i od tego momentu komórki macierzyste były oddzielane i "wyciągane" z mojej krwi. Wyobrażałem sobie wtedy jak mój genetyczny bliźniak otrzyma komórki, które postawią go na nogi, dadzą szanse na powrót do pracy oraz codziennych zajęć, sprawią, że wygra z chorobą.

 

Po upływie niespełna trzech godzin zostałem odłączony, a następnie poinformowany, jakiej narodowości jest biorca oraz ile ma lat. Poczułem się wtedy strasznie szczęśliwy, a zarazem dumny, że nawet przez chwilę nie pomyślałem o tym, aby się wycofać. Teraz mam tylko nadzieję, że przeszczep się uda i mocno trzymam kciuki za swojego genetycznego bliźniaka, aby się nie poddał. Chciałbym móc mu powiedzieć, że musi być teraz twardy i walczyć do samego końca, bo zaszedł już bardzo daleko.

 

Pragnę serdecznie pozdrowić tłumaczy: Pana Henryka Luchowskiego oraz Maćka Luchowskiego, którzy towarzyszyli mi podczas pobytu w Dreźnie. Dziękuję Wam za perfekcyjne tłumaczenie, doborowe towarzystwo i mile spędzony czas. A wszystkim osobom, które myślą o zapisaniu się do Fundacji DKMS chcę powiedzieć, że nie mają nad czym się zastanawiać, bo naprawdę warto!

 

 

Piotr Lipiński