Adrian Klijanowicz

30 Czerwiec 2015

Nazywam się Adrian Klijanowicz i chciałbym Wam opowiedzieć moją historię związaną z Fundacją DKMS Polska.

Była szara, deszczowa sobota, jak to w listopadzie często bywa. Korzystając z tego, że akurat mieliśmy okienko w szkole, postanowiliśmy razem z przyjaciółką zarejestrować się jako potencjalni Dawcy Komórek Macierzystych i Szpiku. Akurat w Galerii w naszym mieście Lubin był organizowany Dzień Dawcy. Rejestracja polegała na tym, że po wypełnieniu krótkiej ankiety, otrzymaliśmy patyczki do ust, żeby pobrać nasz wymaz z wewnętrznej strony policzka.

Już w styczniu otrzymałem telefon, że jest szansa na uratowanie komuś życia i czy zgadzam się na pobranie 40ml krwi, w celu potwierdzenia zgodności z biorcą. Oczywiście, że się zgodziłem, bo po to zarejestrowałem się w Fundacji, żeby w razie takiej konieczności komuś pomóc. Zaproponowano mi termin 23 stycznia, a że jest to wyjątkowa dla mnie data, bo tego dnia w 1994 roku przyszedłem na świat, to uznałem, że to musi być moje przeznaczenie i na pewno wszystko będzie dobrze. W chwili, kiedy zadzwonili do mnie z Fundacji byłem w pracy i pamiętam, że nie mogłem się na niczym skupić, bo rozmyślałem, że kiedy ja jestem tutaj, to gdzieś jest osoba bardzo chora, która oczekuje mojej pomocy i postanowiłem sobie, że jej nie zawiodę!

Gdy potwierdziła się zgodność z biorcą, 12 maja w Klinice Onkologii w Gliwicach, zrobiono mi wszystkie badania, żeby potwierdzić, że mogę zostać dawcą. Wszystkie wyniki miałem rewelacyjne i na początku czerwca miałem zgłosić się tam raz jeszcze na pobranie szpiku z talerza kości biodrowej. Zabieg przebiegł bez żadnych komplikacji, a ja już w ten sam dzień, lekko osłabiony, ale na własnych nogach, spacerowałem wolnym kroczkiem po Oddziale, Następnego dnia wróciłem do domu. Myślę, że to odpowiedni moment w mojej historii, aby podziękować całemu personelowi Centrum Onkologii w Gliwicach jak i Fundacji DKMS, bo naprawdę byli dla mnie kochani i dbali, żeby wszystko było jak najlepiej, mojej przyjaciółce Żanecie, że poszła ze mną się zarejestrować, przyjaciołom, że wspierali mnie do dnia zabiegu oraz mojej mamie, która już od małego mi wpoiła do głowy, że jeśli czynimy dobro, to ono powróci do Nas z podwójną siłą.

Mamy w sobie lekarstwo i nie warto przez całe życie iść egoistyczną ścieżką, bo nie ma nic bardziej cennego niż bezinteresowna pomoc bliźniemu, nic nas to nie kosztuje, a takie zwykłe "Dziękuję" potrafi nam zapłacić na długie lata. Naprawdę warto pomagać.

Dowiedziałem się, że moja bliźniaczka genetyczna pochodzi z bardzo daleka, bo aż ze Stanów Zjednoczonych i jest w podobnym wieku do mnie. Mam nadzieję, że szpik się przyjmie i będziemy mogli się kiedyś spotkać osobiście, także zdrowiej i do zobaczenia siostrzyczko! Minął już tydzień od zabiegu, a ja wróciłem do dawnej sprawności fizycznej.