Angelika Podgórska

1 Styczeń 2014

Moja historia z DKMS Polska nie różni się pewnie od pozostałych historii dawców, mimo to chciałam opowiedzieć ją i być może tym samym zachęcić do rejestrowania się w bazie dawców komórek macierzystych.

W Fundacji DKMS Polska zarejestrowałam się wiosną 2010r., razem z bratem wysłaliśmy zgłoszenie na stronie internetowej. Dlaczego to zrobiłam? Nie wiem, to był impuls oraz chęć pomocy. Pamiętam, że na Święta Wielkanocne, zobaczyłam u siostry i szwagra czerwone puzzelki przyczepione do ubrania. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, co one oznaczają, ale pomyślałam, że fajnie byłoby mieć takiego puzzla. Wieczorem wyszukałam w Internecie stronę Fundacji i uważnie przeczytałam wszystko ze szczegółami. Po paru miesiącach otrzymaliśmy z bratem kartę i puzzle.

Mijały miesiące i już zapomniałam o fakcie bycia potencjalnym dawcą. Aż do momentu, kiedy zadzwonił telefon - nieznany numer – odbieram - Fundacja DKMS Polska. Nieświadoma tego, co zaraz usłyszę w cierpliwości wysłuchuję wszystko, co miał mi do przekazania głos po drugiej stronie słuchawki. Pada pytanie: ”Czy nadal podtrzymuje Pani swoją gotowość bycia dawcą?”, chwila ciszy…

Moja odpowiedź oczywiście była pozytywna. Pan Andrzej jeszcze raz dokładnie wyjaśnił mi całą procedurę. W najbliższym czasie miałam się zgłosić na badanie krwi. Od tamtego czasu czekałam z niecierpliwością na wiadomość z Fundacji. Po około czterech tygodniach zadzwonił telefon. Wyniki krwi wyszły pozytywnie. Następnym etapem były badania wstępne w klinice w Warszawie, w której również miało się odbyć samo pobranie. Ze strachem w głębi serca wybrałam się tam sama. Dziewięć godzin w pociągu, później noc w hotelu, następnego dnia rano badania. Wszystko poszło sprawnie, w nocy byłam z powrotem w domu. Z niepokojem czekałam na telefon z DKMS oraz wyniki badań. Badania wyszły bardzo dobrze, a mnie czekał kolejny etap, czyli pobranie szpiku z talerza kości biodrowej.

W szpitalu miałam się stawić dzień wcześniej. W tym samym dniu zrobiono mi jeszcze raz badania, a następnego dnia rano miałam być już na sali operacyjnej. Cały zabieg odbył się pod narkozą i trwał około godziny. Później jeszcze doba w szpitalu pod obserwacją i wypis ze szpitala. Mimo tego, iż nie cierpię szpitali, swój pobyt oraz cały zabieg wspominam bardzo dobrze. I w tym miejscu chciałabym podziękować całemu personelowi oraz lekarzom za dobra opiekę medyczną.

Oddanie szpiku było jedną z najlepszych rzeczy, która mogła przytrafić się w moim życiu, w chwili, w której się rejestrowałam nie marzyłam nawet, że kiedyś przyjdzie taki moment, dziś jest już po wszystkim, a ja szybko wracam do formy. Czy się bałam? Pewnie, że się troszeczkę obawiałam zabiegu, jednak teraz z czystym sercem mogę powiedzieć, że moje obawy były zbędne. Świadomość tego, że dałam szansę na nowe życie kilkuletniemu dziecku z Polski tylko upewnia mnie w przekonaniu, że dając tak niewielką cząsteczkę siebie, możemy uczynić tyle dobrego i sprawić, że w sercu chorej osoby znów zabłyśnie promyk nadziei.

Na koniec dziękuję przede wszystkim mojej siostrze Izabeli, która dzielnie mnie wspierała podczas całego pobytu w szpitalu, całej rodzinie, przyjaciółkom, jak i również wszystkim koleżankom z pracy za słowa otuchy i wsparcia. W szczególności swoje podziękowania kieruję w stronę Pani Magdy Wilk oraz całego zespołu DKMS Polska. Raz jeszcze z serca dziękuję tym wszystkim osobom. Oby było jeszcze więcej ludzi chcących bezinteresownie pomóc.