Bożena Kalinowska

14 Styczeń 2014

Moja historia zgłoszenia się do fundacji jako potencjalny dawca może jest podobna do innych, ale na pewno szczególna dla każdego indywidualnie.

Zgłosiłam się online, jakieś dwa tygodnie później otrzymałam do domu pałeczki, które nie zalegały na półce, tylko prawie od razu wykonałam czynności dokładnie opisane w formularzu i odesłałam do fundacji pod koniec roku 2011 roku. Jeszcze nie otrzymałam karty potwierdzającej rejestrację, a już zadzwonił telefon, że najprawdopodobniej znalazł się "bliźniak genetyczny"- potencjalny biorca, osoba potrzebująca mojej pomocy.

Bez wahania potwierdziłam swoją dalszą chęć oddania komórek macierzystych. Następnie przechodziłam badania krwi zorganizowane w mojej miejscowości, później dalsze, szczegółowe badania już w klinice onkologii w Gliwicach. Wyniki poprawne, zgodność potwierdzona i w lipcu oddałam komórki macierzyste z krwi obwodowej. Pełen profesjonalizm kadry kliniki w Gliwicach, miła opieka pielęgniarska, warunki bez zarzutów. Tylko moja krew opornie płynęła, była za gęsta i jeszcze "dziwny" układ żył, mimo wszystko ani ja ani lekarze i pielęgniarki, ani nawet mój narzeczony, który przy mnie czuwał nie poddaliśmy się.

Wszystko zakończyło się pomyślnie i do pełnej satysfakcji brakuje mi tylko potwierdzenia o pomyślnym przeszczepie u biorcy.

Zachęcam wszystkich, nawet tych, którzy boją się krwi, czy igieł, a nawet nie mają czasu, do zgłoszenia się i dania szansy na wyzdrowienie chorym dzieciom, rodzicom, dziadkom, bo przecież każdy ma prawo do życia, tak jak obowiązek do pomagania innym w końcu żyjemy razem na tym świecie.