HISTORIA KAMILA

Cześć, mam na imię Kamil. W bazie Fundacji DKMS zarejestrowałem się w 2009 roku, ale moja przygoda zaczęła się od drugiej edycji projektu studenckiego.

Zobaczyłem na mojej tablicy na Facebooku ogłoszenie dotyczące możliwości aplikacji na Ambasadora Studenckiego Fundacji DKMS. Pojawiło się pytanie – czemu by nie aplikować? Szybka decyzja i poszło. Po kilku dniach otrzymałem telefon i zaproszenie na konferencję. Pierwszy stres, czy aby na pewno dam sobie radę, ponieważ to dość poważna inicjatywa – w końcu chodzi o ratowanie ludzkiego życia. Z jednej strony lęk, z drugiej ogromne emocje, że mogę zrobić coś dobrego, pomóc chorym na nowotwory krwi. Potem było już z górki. Trzecia, czwarta edycja projektu, w międzyczasie jakieś akcje w Leroy Merlin, galeriach handlowych, podczas ważniejszych wydarzeń sportowych.

Projekt studencki? Kto by pomyślał, za każdym razem około stu studentów z całej Polski, w jednym miejscu, w Warszawie, młodzi, obcy sobie ludzie, ale każdy z tą samą misją, każdy z pasją i chęcią niesienia pomocy. Poznanie dużej liczby wspaniałych ludzi, Pracowników fundacji, którzy zawsze otaczają nas ogromnym wsparciem i energią, ale również Organizatorów podobnych akcji, innych Ambasadorów, czy Wolontariuszy. Najważniejszy moment? Słowa Wojciecha Niewinowskiego, Koordynatora DKMS: "nie błyszczące auto, nie fajny dom, nie dalekie wakacje, ale pomaganie innym, to się liczy!". Wojtek, dziękuję Ci, te słowa napędzają mnie do działania za każdym razem! Dziś, już kilka lat później, każdy telefon z fundacji i tekst "Kamil jest sprawa", wywołuje takie same emocje, radość i podekscytowanie. Niedawno znów zadzwonił telefon: "jest szybka misja, mecz, siatkówka, spodek, Katowice, rejestracja", odpowiedź była krótka: ok, działamy! Nie zdążyłem dobrze spakować paczki i odesłać, kolejny telefon: "bank, Katowice, rejestracja", ale myślę, że moją odpowiedź już znacie :)

Problem polega na tym, że tego wszystkiego nie da się opisać, trzeba to po prostu przeżyć. Teraz, patrząc z perspektywy czasu, nie zmieniłbym swojej decyzji. Myślę nawet, że mogę stwierdzić, że organizacja akcji rejestracji jest nieodłączną częścią mojego życia. Jak się okazało, doświadczenie to przyczyniło się nie tylko do pomocy innym – cztery miesiące temu zmieniając pracę, zatrudniając się w dość dużej korporacji, okazałem się referencjami z fundacji, i co? Godzinna rozmowa kwalifikacyjna przebiegła w ten sposób, że rozmawialiśmy o tym jak zostać Dawcą i dlaczego to jest takie ważne.

Przyłącz się do walki z nowotworami krwi!

Twoje wsparcie ma znaczenie.