Jarosław Biniszewski - nasz 200 Dawca

12 Styczeń 2014

Właściwie trudno powiedzieć, czy moja historia dawcy jest długa czy krótka. Zarejestrowałem się w Fundacji DKMS pod koniec 2011 r., a już w marcu następnego roku dostałem informację, że mogę zostać dawcą. Co poczułem? Na pewno wielkie podekscytowanie, że Fundacja zwróciła się do mnie z zapytaniem czy nadal podtrzymuję gotowość oddania „cząstki siebie”. Nie miałem wątpliwości, że TAK!!! Potem ruszyła maszyna…

Zostałem zaproszony na badania do typizacji potwierdzającej zgodność genetyczną, później na kolejne do Kiniki w Warszawie przy ulicy Banacha.. Jeszcze tylko „chwilka” i został wyznaczony termin oddania komórek macierzystych. Stało się to na początku lipca 2012 r. Mimo gigantycznego upału wszystko poszło jak z płatka! Bo cóż to jest kilka ukłuć w niesforne żyły, w stosunku do ratowania życia? To Pikuś!!!

I tu chciałbym złożyć MEGA WIELKI UKŁON w stronę pracującej tam ekipy!!! Jesteście fantastyczni!!!! Szczególne ukłony dla doktora Emila oraz Małgosi, która czuwała nad wszystkim od początku do końca. Atmosfera była iście rodzinna, zwłaszcza, że mogły mi towarzyszyć bliskie osoby. Moja „połówka”, która była ze mną przez cały ten czas, czeka na swoją kolej, bo również jest zarejestrowana. Powiem więcej, mój 16-letni syn zadeklarował chęć rejestracji. Będąc przy mnie pierwszego dnia, stwierdził, że „nie taki straszny wilk, jak go malują” i czeka do swojej osiemnastki, żeby zgłosić się do DKMS-u.

Póki co, czekam na wieści o moim genetycznym bracie bliźniaku z Turcji. Cała moja rodzinka trzyma za niego kciuki. Mamy nadzieję, że kiedyś będzie nam dane przybić „piątkę” i zakończyć historię słowami: „żyli długo, szczęśliwie i w zdrowiu!”, czego wszystkim życzę z całego serca.