Joanna Wróblewska

11 Styczeń 2014

Pewnego zimowego dnia z grupką znajomych udałam się na Dzień Dawcy organizowany we Lwówku Śląskim. O całej akcji dowiedziałam się przypadkiem i moja decyzja była dość spontaniczna. Wiedziałam jednak, że chcę zostać potencjalnym dawcą szpiku i w tym celu oddałam niewielką ilość krwi. Nie sądziłam wtedy, że ta decyzja tak wpłynie na moje życie…

Po około czterech miesiącach od tamtego wydarzenia otrzymałam kartę dawcy. Tak naprawdę dopiero wtedy do mnie dotarło, co zrobiłam. Ku mojemu zaskoczeniu po tygodniu od otrzymania przesyłki odebrałam telefon. Pani Zuzanna Jastrzębska poinformowała mnie, że jest wstępna zgodność i zapytała, czy nadal podtrzymuję swoją decyzję. Odpowiedź była oczywista! Nawet przez myśl mi nie przeszło, że mogłabym się nie zgodzić. Pojawiła się ogromna radość i niedowierzanie, że to ja jestem tym „wybrańcem”.

Okazało się, że muszę oddać krew do dalszych badań. Odbyło się to w moim rodzinnym miasteczku Gryfowie Śląskim. Myślałam, że wszystko szybko się wyjaśni i nastąpi ten najważniejszy moment. Najgorsze było czekanie i ta ciągła niepewność. Minął miesiąc, drugi, trzeci i ciągle nic… Zaczęłam tracić nadzieję… Myślałam, że ze mną jest coś nie w porządku lub że pogorszył się stan mojego ‘genetycznego Bliźniaka’. Jednak moje obawy okazały się bezpodstawne. Po raz kolejny usłyszałam głos Pani Zuzanny. Radość chyba jeszcze większa niż za pierwszym razem. Przecież już tylko krok dzielił mnie od tego ważnego wydarzenia! Za dwa tygodnie miałam się udać do Drezna na dalsze badania. Dzień przed wyjazdem dopadło mnie przeziębienie. Na szczęście nie przeszkodziło ono w badaniach, które wypadły pomyślnie. Po kilku dniach zadzwoniła do mnie Pani Doktor z zapytaniem o mój stan zdrowia. Na szczęście po moim przeziębieniu nie było śladu! Okazało się jednak, że w moim organizmie jest za mało żelaza, który dało się uzupełnić tabletkami.

Na cztery dni przed oddaniem komórek macierzystych miałam rozpocząć przyjmowanie Granocytu w formie zastrzyków. Obawiałam się, że sobie z tym nie poradzę. Okazało się, że nie jest to takie trudne, a w dodatku nic nie boli! Przez ten okres czasu jedyną dolegliwością ze strony organizmu był ból kręgosłupa. Wreszcie nadeszła niedziela i czas wyjazdu do Drezna. Z dwugodzinnym opóźnieniem dotarłam w końcu na miejsce. Zamiast do hotelu udałam się do restauracji, gdzie czekali na mnie moja przyjaciółka Kamila, tłumacz Maciek oraz Klaudia i Paweł, którzy następnego dnia mieli mieć badania wstępne. Wieczór spędzony bardzo miło i w znakomitym gronie!

I nadeszła ta wyczekiwana chwila… 20 grudnia… O 8 rano byliśmy w klinice, gdzie podłączono mnie do aparatury. Zabieg trwał cztery godziny, które spędziłam na leżeniu pod kołderką i oglądaniu filmów. I pomyśleć, że w taki prosty i (prawie) bezbolesny sposób można uratować komuś życie! Atmosfera w klinice wspaniała, wszystko rewelacyjnie przygotowane, dlatego pobranie komórek macierzystych wspominam bardzo dobrze. Po zabiegu czułam się trochę zmęczona, ale z emocji i podekscytowania nie mogłam zasnąć.

Od Pani Zuzanny dowiedziałam się, że moim ‘Genetycznym Bliźniakiem’ jest 44-letnia kobieta z Włoch. Opadły emocje, zniknął strach i pojawiły się łzy… łzy szczęścia. Ogromna radość i duma, że przebrnęłam przez to wszystko. Wieczorem zwiedzaliśmy Drezno i buszowaliśmy po sklepach. Pobyt wspominam wspaniale, gdyż był on spędzony w wyśmienitym gronie. Była mnóstwo śmiechu i pozytywnych emocji, za co bardzo Wam dziękuję! Następnego dnia całą piątką wróciliśmy do domu i tym samym skończyła się wspaniała przygoda, której nie zapomnę do końca życia.

Wierzę, że mój ‘Genetyczny Bliźniak’ poradzi sobie i wygra walkę z chorobą. Życzę tej kobiecie tego z całego serca i trzymam mocno za Nią kciuki. Z niecierpliwością czekam na informacje o Jej stanie zdrowa. Po dziś dzień ciężko mi uwierzyć, że ja, jeszcze wtedy 19-letnia dziewczyna ,oddając niewielką cząstkę siebie, mogłam podarować drugiemu człowiekowi najcenniejszy dar, jakim jest życie…

To całe wydarzenie było jedną z ważniejszych i lepszych rzeczy w moim życiu. Jestem ogromnie szczęśliwa, że przytrafiło mi się to wszystko, a było to możliwe dzięki wspaniałym ludziom z DKMS-u!

Ogromne podziękowania należą się Fundacji DKMS Polska! Chcę również podziękować tłumaczowi Maćkowi Luchowskiemu za profesjonalne tłumaczenie i znakomite towarzystwo. Dziękuję także mojej przyjaciółce Kamili, za to, że była ze mną w tym tak ważnym dla mnie momencie. Podziękowania należą się też Paulinie, mojej rodzinie, w szczególności siostrze Kasi i Jej mężowi Michałowi oraz całej załodze medycznej!

Wystarczy tak niewiele, by pomóc drugiemu człowiekowi i uczynić go szczęśliwym… Dlatego zachęcam wszystkich do rejestracji! Pamiętajmy, że „miarą człowieka są jego czyny”, a dobre uczynki wracają do nas ze zdwojoną siłą!