Katarzyna Sadawa

10 Styczeń 2014

Kiedy moja serdeczna koleżanka zapytała mnie ostatnio, że po co, jak, ale dlaczego, co zdecydowało, że postanowiłam zarejestrować się jako dawca, to odpowiedziałam Jej, że tak naprawdę nie wiem. Być może podjęłam tę decyzję po przeczytaniu biografii cudownego tenora Jose Carrerasa, który również był chory na białaczkę, być może podjęłam tę decyzję, kiedy podczas mojej pracy również miałam kontakt z osobami chorymi na raka, być może to, że tak na dobrą sprawę każdego z nas może dotknąć ta choroba.

Tak naprawdę dla mnie nie ma znaczenia, co było powodem, bo czy musi być jakiś powód, by komuś w sposób bezinteresowny ofiarować trochę szczęścia? Kiedyś ktoś bardzo mądry powiedział, że „... na planecie Ziemia każdy z nas ma pewną misję do spełnienia. Rodzimy się i żyjemy w najwłaściwszym dla siebie miejscu i czasie...” i jestem przekonana, że to właśnie był właściwy moment i czas do podjęcia takiej decyzji.

Każdego z nas życie doświadcza inaczej. Otrzymujemy od losu inne dary. Niektóre z nich od początku przyjmujemy z radością i szczęściem, inne są bolesne. Dopiero po długim czasie rozumiemy jego lekcję, wynoszącą nas na wyższy poziom naszego życia. Komu kiedyś załamało się życie, ten doskonale wie, o czym mówię.

Jeżeli dzisiaj ktoś cierpi lub może nawet ma wyrok wydany przez medycynę, to dlaczego nie skorzystać z okazji, by mu pomóc. Tym bardziej, że w tym przypadku chodzi o „Twojego genetycznego bliźniaka”, jakże to niezwykłe! Pamiętajcie w życiu nigdy na nic nie jest za późno!!!, nie ważne ile masz lat, gdzie mieszkasz i jakie masz dokumenty poświadczający Twój rozum. Wszystkich serdecznie zachęcam do przyłączenia się do akcji DKMS i zostania potencjalnym dawcą. Największą nagrodą, jaką otrzymasz w zamian za „ ten trud” będzie znakomite samopoczucie i życie pełne radości. Z pewnością jest to inwestycja warta zachodu. Bądź pewny, że Twoje życie nigdy już nie będzie takie samo jak przedtem. Po prostu będzie lepsze!

Dla mnie osobiście to ogromna satysfakcja i radość, że mogłam brać udział w tej przygodzie, przygodzie, którą było ofiarowanie Komuś największego pragnienia i daru jakim jest Życie.

A teraz kilka spraw organizacyjnych. Ja po prostu weszłam na stronę DKMS Polska i zarejestrowałam się. Po kilku dniach otrzymałam w kopercie pałeczki do pobrania śliny, następnie pobranie próbki krwi i już. Kiedy zadzwonił telefon, że mogę zostać dawcą „totalny szok”, bo akurat byłam spakowana i już jedną nogą na lotnisku. Na szczęście wyjazd przełożyłam. Później badania wstępne w Dreźnie, przyjmowanie granocytu, w moim przypadku były to 3 zastrzyki dziennie, oczywiście nie miałam na tyle odwagi, by samemu robić sobie zastrzyki, robiły to pielęgniarki z mojej przychodni. A teraz dobra rada dla wszystkich Tych, którzy tak samo jak ja nie znoszą igieł; po pierwsze zamknąć oczy, a po drugie odwrócić głowę w drugą stronę – to naprawdę działa. Na koniec ponowny wyjazd do Drezna na zabieg. W moim przypadku trwało to ok 3 godziny, ale w międzyczasie obejrzałam sobie film siedząc w wygodnym fotelu z podusią, później drzemka w hotelu i już po wszystkim.. Prawda że dziecinnie proste, a ile radochy!

Na koniec chciałam serdecznie podziękować mojej Pani koordynator Zuzannie Jastrzębskiej, osobie o cudownie ciepłym głosie i która moim osobistym skromnym zdaniem jest właściwą osobą na właściwym miejscu, jak również dla Maćka – tłumacza, przewodnika, smakosza kuchni włoskiej, słodyczowego łasucha, fana Barcy; fajnie, że są Tacy Ludzie.

To tyle, trzymam kciuki za mojego „genetycznego bliźniaka” i za przyszłych potencjalnych dawców.