Małgorzata Piróg

25 Wrzesień 2015

Do Bazy Dawców Komórek Macierzystych dołączyłam cztery lata temu. Pamiętam, że dowiedziałam się o takiej możliwości ze spotu telewizyjnego. Długo nie zwlekając weszłam na stronę internetową Fundacji i wypełniłam formularz. Dumnie nosiłam kartę dawcy w portfelu, nie spodziewając się, że kiedykolwiek mi się przyda. Niejednokrotnie czytałam historie dawców, którzy pisali, że telefon z DKMS-u był dla nich zaskoczeniem. Kilka dni przed otrzymanym telefonem sprawdzałam w bazie, czy mam wpisane aktualne dane kontaktowe. Tak jakby coś wisiało w powietrzu. .. Może będę nudna, ale telefon z informacją, że mój bliźniak genetyczny czeka na moją pomoc, dla mnie także był ogromny zaskoczeniem. Chyba w takich sytuacjach nie da się nie wzruszyć. Czekały mnie jeszcze tylko badania typizacyjne, których wynik był pozytywny i trzy miesiące cierpliwego czekania…

Podczas całej procedury były oczywiście łzy wzruszenia, ale nie zabrakło i tych spowodowanych bólem. Przyjmowanie zastrzyków w moim przypadku wiązało się z wieloma niedogodnościami. Przez dwa ostatnie dni, kiedy ból w okolicy lędźwiowo-krzyżowej zdecydowanie się nasilił, ciężko mi było myśleć o tym, że ratuję komuś życie, chociaż wszyscy w koło w ten sposób mnie pocieszali. W tym momencie po głowie krążyło mi tylko jedno pytanie: Po co Ci to było? Miałam wyrzuty sumienia, że podchodzę do tego w zbyt egoistyczny sposób. Całe szczęście była przy mnie mama, dzięki której dużo łatwiej było mi dotrwać do tak długo wyczekiwanego przez mnie dnia. W klinice Panie pielęgniarki od razu pocieszyły mnie, że wraz z odseparowanymi komórkami odejdą wszystkie bóle. Nic się nie myliły, po pięciu godzinach woreczek zapełnił się odpowiednią ilością komórek potrzebną biorcy i do domu wracałam już z uśmiechem na twarzy. Następnego dnia dowiedziałam się, że dałam szansę na nowe życie Pani w wieku mojej mamy. Dla wielu osób nie ma znaczenia do kogo trafią oddane komórki, liczy się sam gest. Nie sposób się z tym nie zgodzić, ale kiedy pomyślę, że uratowałam komuś tak wspaniałą mamę, jaką jest moja, poczucie szczęścia i satysfakcji są jeszcze większe.

Mam nadzieję, że moja historia zmotywuje chociaż jedną osobę do zapisanie się do Bazy Dawców Komórek Macierzystych. I trzymam za słowo moich znajomych, którzy mówili: „Gośka, jak Ci się uda, to też się zapiszę” :) Szansa na uratowanie komuś życia jest całkiem realna.