Oktawian Popławski

1 Styczeń 2014

Moja przygoda z Fundacją DKMS zaczęła się dzięki mojej dziewczynie, która zarejestrowała się przez stronę jako dawca i zachęciła również do tego mnie. Opowiedziała mi jak łatwo można stać się potencjalnym dawcą. Pomyślałem sobie, zarejestruję się, przecież mogę uratować komuś życie. Po rejestracji otrzymałem kopertę z pałeczkami i instrukcją, zrobiłem wszystko należycie i odesłałem kopertę. Szczerze powiedziawszy nie sądziłem, że zostanę dawcą.

Czas mijał, moje życie toczyło się dalej, zdążyłem zapomnieć już o całej sprawie. Któregoś dnia otrzymałem telefon i okazało się, że mogę zostać dawcą tylko potrzebne będą dodatkowe badania, bez chwili zwątpienia zgodziłem się na dalsze kroki. Ostatecznie po wszystkich badaniach okazało się, że bez żadnych przeszkód mogę oddać swoje komórki macierzyste.

Pobranie odbyło się w klinice w Dreźnie, było bezbolesne, lecz trochę długo to trwało, ponad 3 godziny, ale w takiej sprawie warto było. Pracownicy w klinice byli bardzo sympatyczni i dokładnie wszystko tłumaczyli. Zakwaterowany byłem w pensjonacie, gdzie w restauracji serwowane było przepyszne włoskie jedzenie. W całej podróży towarzyszyła mi moja dziewczyna. Bardzo spodobało nam się miasto, gdyż mieliśmy również czas na zwiedzanie. Warto wspomnieć również o panu Henryku - tłumaczu, który oprowadził nas po mieście i oczywiście towarzyszył nam w szpitalu. Oczywiście należą się pochwały dla Fundacji, która wszystko idealnie i sprawnie organizuje, po prostu dbają o dawców.

Jestem dumny z tego, że to akurat dla mnie przytrafiło się to, iż mogę uratować komuś życie. Mam nadzieję, że co raz więcej ludzi wyrazi chęć ratowania innych i będą licznie rejestrować się jako potencjalni dawcy. Wyrazy szacunku dla całej załogi Fundacji DKMS, chwała Wam za to, co robicie dla ludzi.