Relacja Mileny

Rejestrując się w bazie potencjalnych Dawców, zdawałam sobie sprawę z tego, że prawdopodobieństwo zostania Dawcą faktycznym nie jest duże. Bardzo dotykał mnie fakt, że „tylko” tyle mogłam zrobić w walce z nowotworami krwi. Odkąd zyskałam świadomość dotyczącą tego problemu, wyrażałam głęboką niezgodę na fakt, że to się naprawdę dzieje – że choroba wydaje wyrok na tak wielu ludzi…

Konferencja studencka 2017

Pod koniec roku 2014 na facebookowej tablicy przypadkowo trafiłam na post Fundacji informujący o tym, że można zorganizować Dzień Dawcy podczas Finału WOŚP w swoim mieście. Pomimo obawy, że mogę nie poradzić sobie jako organizatorka, wzięłam to na siebie. Odkąd zarejestrowałam pierwszego potencjalnego Dawcę, czuję, że to zajęcie, które mogłabym wykonywać do końca życia.

Po Finale WOŚP współorganizowałam jeszcze jedną akcję, koncert charytatywny, a potem były przygotowywania do matury i wyprowadzki do Wrocławia, w którym zaczęłam studia. Jak miłe było moje zaskoczenie, kiedy okazało się, że na Uniwersytecie Wrocławskim jest grupa wspaniałych ludzi, którzy organizują Dni Dawcy na uczelni! W grudniu 2015 zorganizowali oni akcję „Powiedz AAAaaa!”, podczas której byłam wolontariuszką. Wtedy obiecałam sobie, że przed następną edycją zgłoszę się do pełnienia funkcji studenckiej Liderki.

Tak też się stało – w maju, podczas akcji „Dzień Dawcy Szpiku na uczelni”, byłam w pięcioosobowym zespole Liderów UWr. Zajmowałam się promocją: „opiekowałam się” wydarzeniem na Facebooku i profilem na Instagramie, dbałam o kolportaż plakatów i ulotek, rozsyłałam informację o akcji do studentów… Metodą prób i błędów, a także korzystając z doświadczenia starszych znajomych związanych z Fundacją, niezwykle rozwinęłam swoje kompetencje PR-owe. Odkryłam, że promocja to coś, co mnie, kolokwialnie mówiąc, rajcuje i że mogłabym pracować w tym obszarze zawodowo. Nawiązałam wiele cennych relacji. Koordynując akcję na przypisanych mi wydziałach, musiałam się również nauczyć, jak efektywnie pracować z zespołem. Szkoliłam Wolontariuszy. To wszystko sprawiło, że pokochałam pracę z innymi ludźmi i zaczęłam kierować się w niej zasadą: „dobry Lider to ten, który uważa się za współpracownika, a nie za przełożonego”. Po prostu zrozumiałam, że ta funkcja nie polega na rządzeniu ludźmi, tylko na rozbudzaniu w nich chęci do działania. Byłam zdumiona, jak niezwykle pracuje się z kimś, kto czuje się przy nas doceniony, wartościowy, pełen mocy sprawczej. Wspaniałą nagrodą było to, że większość Wolontariuszy wsparła projekt „HELPERS` GENERATION”, który również realizowałam jako Liderka na uniwersytecie w grudniu 2016. Tym razem nie było nas pięcioro. Byłyśmy dwie: ja i moja najlepsza przyjaciółka oraz współlokatorka, Ania. Siłą rzeczy było więcej obowiązków. Musiałam się na przykład zająć pozyskiwaniem zgód dziekanów i dyrektorów, co wymagało mnóstwa czasu i energii. Momentami było naprawdę trudno pogodzić uczelnię, zajęcia poza nią i DKMS, ale nie pozwoliła mi załamać rąk świadomość, po co to robiłam. Były też dwie inne motywacje. Po pierwsze, Ania towarzyszy mi w mojej przygodzie z Fundacją od pierwszej akcji. Jesteśmy jak siostry i wiem, że mogłybyśmy podbić razem cały świat. Bardzo się wspierałyśmy, jak zawsze. Oczywiście, były momenty, gdy obie miałyśmy dość – siebie i funkcji Liderek, ale to były tylko gorsze chwile, które po prostu przetrwałyśmy. To dużo dało nam i naszej relacji, którą cenimy bardzo wysoko.

Po drugie, w pierwszy weekend listopada (5-6.11.2016) wzięłyśmy udział w szkoleniu dla studenckich Liderów, zorganizowanym przez w Fundację w Warszawie. Mogę to śmiało powiedzieć: to były najlepsze dwa dni w roku. Poznałam pracowników Fundacji, których niezwykle cenię i lubię. Miałam możliwość spotkania swoich rówieśników z całej Polski, którzy mieli ten sam cel. Same warsztaty, bardzo intensywne, były niesamowite! Dowiedziałam się rzeczy, które wykorzystuję i wykorzystam wiele razy poza projektem. Wzrosła moja wiedza medyczna, jeśli chodzi o nowotwory krwi i dawstwo. Czułam się dzięki temu pewniejsza podczas akcji, bo wiedziałam, że będę umiała odpowiedzieć Wolontariuszom i potencjalnym Dawcom na większość pytań. Energia, która wirowała wtedy w powietrzu, jest nie do opisania! Dodatkowo, dzięki pewnemu ćwiczeniu zaproponowanemu na szkoleniu, zrozumiałam, dlaczego moje dotychczasowe zajęcia, z którymi wiązałam przyszłość zawodową, szybko mnie rozczarowywały. Dotarło do mnie, że jest tylko jedna motywacja, która może mnie utrzymać przy jednym zajęciu – jest to poczucie, że pośrednio lub bezpośrednio zmieniam czyjeś życie na lepsze. Fundacja właśnie to robi – daje ludziom drugą szansę. Czułam ogromną wdzięczność za te dwa dni i byłam zdeterminowana, żeby nie rozczarować koordynatorów, którzy tyle dali Liderom od siebie. Poczułam, że gram w drużynie, która strzela do jednej bramki.

Nie wiem, jakie byłoby moje życie, gdyby nie Fundacja. Nie chcę sobie tego wyobrażać, bo ogrom korzyści, jakie odniosłam dzięki byciu Liderką, świadczy o tym, że bez tego wszystko miałoby zdecydowanie mniej jaskrawe barwy. Kiedyś dużo czytałam o rozwoju osobistym. Dzisiaj myślę, że organizacja Dni Dawcy była bardziej rozwijająca niż wszystkie książki razem wzięte. Nie przesadzam.

Razem możemy więcej

DOŁĄCZ DO SPOŁECZNOŚCI HELPERS’ GENERATION!