Ryszard Talar

11 Styczeń 2014

Szczęście... Co to jest szczęście...? Czym jest szczęście...? Jedni powiedzą, że szczęście to wspaniała rodzina, inni, że odlotowy samochód, a jeszcze inni, że wielki dom z ogrodem. I można by tutaj wymieniać jeszcze wiele pomysłów na szczęście, ale mi przytrafiło się coś całkowicie odmiennego i cudownego - miałem szczęście jako zwykły, szary człowiek uratować namacalnie komuś życie. A jak?

Jak wielu ludzi takich jak ja zgłosiłem się wraz z rodziną na Dzień Dawcy Szpiku w Koszalinie. Wtedy jeszcze nie zdawałem sobie sprawy jak potoczy się moje życie przez najbliższe miesiące. Zgłoszenie było odzewem na apel Fundacji DKMS Polska. Wkrótce zapomniałem, że w ogóle taka akcja się odbyła, a przypominała o tym co jakiś czas jedynie lokalna gazeta.

Zdziwił mnie numer telefonu, który do mnie zadzwonił. Miła pani przedstawiła się jako pracownik DKMS Polska, a mnie zatkało. Żartem zapytałem czy może chodzi o uzupełnienie danych. Okazało się, że zostałem "potencjalnym dawcą" dla konkretnej osoby. Wtedy poczułem pierwszy raz piękno pomocy drugiemu człowiekowi.

Po upływie około miesiąca nareszcie następny telefon. Jest potwierdzenie! Już nie jestem potencjalnym, ale konkretnym dawcą dla konkretnej osoby! Wszyscy musieli o tym wiedzieć. Mnóstwo telefonów i sms-ów. Wspaniałe uczucie!

Pierwszy wyjazd do Drezna na badanie wstępne trochę mnie niepokoi. Wiek już nie młodzieńczy, zdrowie jako takie, a badanie bardzo szczegółowe. Może się nie nadaję?

Ponowne oczekiwanie na wyniki badań. W końcu jest telefon. Wszystko w porządku! Teraz to ja nie mogę zawieść. Ktoś już wie. Ma dawcę i szansę na drugie życie. Jest przygotowywany do przeszczepu. Ja też się oszczędzam jak mogę. Każde moje postępowanie przemyślam, aby nic nie przeszkodziło w wyjeździe. Zdaję sobie sprawę, że każde moje potknięcie może decydować o życiu tamtej osoby.

Po dwóch tygodniach nareszcie pobranie. Trzy i pół godziny zleciało jak z bicza strzelił podczas oglądania "Avatara". Po pobraniu wielka radość, ale i ulga, że wszystko się udało. Gdzieś w myślach krąży przekonanie, że nie tylko ja jestem szczęśliwy, ale pewnie też rodzina „biorcy” i też on sam. Teraz już wiecie, jakie jeszcze może być szczęście - to możliwość uratowania komuś życia. Pokazanie własną osobą tej iskierki w ciemnym tunelu w beznadziejnej sytuacji drugiego człowieka. To jest piękne.

Nieważne czy jest to dziecko, kobieta, mężczyzna, Afrykanin, Arab, Eskimos, Australijczyk, Amerykanin, Hindus, Niemiec czy Polak. Ważne jest to, że każdy z nich jest człowiekiem i oczekuje od nas pomocy.

A wszystkie te niesamowite wrażenia, przeżycia i możliwość dopełnienia się jako człowiek dostałem dzięki niesamowitej i przesympatycznej ekipie Fundacji DKMS Polska (miałem szczęście poznać osobiście). To dzięki nim mogłem zwiedzić przy okazji także Drezno i poznać nowych ludzi. To co mi się przydarzyło, mogę zawdzięczać tylko wspaniałym ludziom tam pracującym.

Dziękuję Pani Zosi, Zuzannie, Kindze i wielu innym wspaniałym ludziom. Niech ten anioł nie czuwa tylko nade mną, ale przede wszystkim nad Wami.