Sylwia Trepczyńska

11 Styczeń 2014

Moja historia "Jak zostałam dawcą?“ jest dość krótka i pewnie mało oryginalna. Otóż nawet nie jestem pewna czy informację o DKMSie zobaczyłam w telewizji czy też w jakiejś prasie, ale na pewno od razu zapisałam sobie adres strony. Myślę, że tego samego dnia w internecie przeczytałam o Fundacji i wiele się nie zastanawiając (a właściwie od razu bez namysłu) poprosiłam o przesłanie kilku formularzy rejestracyjnych.

Moja gotowość oraz gotowość męża (mąż też wysłał formularz) do udzielenia komuś potrzebującemu pomocy była natychmiastowa, na nasze zdecydowanie miało wpływ na pewno także to, iż mamy dość poważnie chorego syna, co sprawia, że pomaganie komuś, kto potrzebuje tej pomocy nie jest nam obce.

Tak więc wracając do tematu, jak tylko dostałam formularze, w przeciągu kliku dni wypełniłam i odesłałam. Prawdę mówiąc nie spodziewałam się odzewu ze strony DKMSu, a na pewno nie tak szybko. Jednak jak dostałam telefon, że jest szansa, że komuś mogę pomóc, nie miałam nawet przez moment wątpliwości, czego teraz, gdy już jestem po oddaniu komórek, absolutnie nie żałuję, gdyż mam świadomość, że jest gdzieś osoba, która dzięki niewielkiemu wysiłkowi z mojej strony i dzięki ogromnemu zaangażowaniu Fundacji ma szansę na długie lata życia.

Nadmienię, iż oprócz męża także dwie moje koleżanki wysłały formularze z deklaracją bycia dawcą.