Szymon Andrzejewski

1 Styczeń 2014

Mój historia z DMKS zaczęła się już w roku 2008, kiedy to szukałem organizacji, która zajmuje się właśnie tą działalnością, czyli pobraniem szpiku. Zacząłem poszukiwania w polskiej jednostce transplantologii, lecz musiałem się udać do Poznania, by zapisać się jako dawca, co szczerze mówiąc nie było mi po drodze.

Wtem któregoś dnia podczas przeszukiwaniu Internetu w poszukiwaniu organizacji, która zajmuję się tą działalnością i zapisanie się do niej nie będzie udręką, trafiłem na stronę DKMS’u. Rejestracja przebiegła bardzo szybko, na stronie internetowej wypełniłem tylko wniosek z danymi teleadresowymi, pod który miała zostać wysłana paczka do pobrania próbek. Po jakimś miesiącu od wypełniania wniosku dotarła długo oczekiwana paczka, wypełniłem co prędzej formularze i oddałem materiał genetyczny. Po pół roku przyszła wiadomość zwrotna, że zostałem zarejestrowany w fundacji DKMS’u wraz z kartą z moim numerem dawcy i znaczkiem DKMS’u. Więc byłem bardzo uradowany z tego powodu.

Po jakimś okresie oczekiwania, dziś sądzę, że to było półtora roku, otrzymałem telefon z fundacji, że jest pewne prawdopodobieństwo, że mogę zostać dawcą, lecz by to stwierdzić, należy oddać krew w punkcie pobrania krwi i wysłać próbki do Warszawy na dalsze badania, by upewnić się, że przeszczep będzie możliwy. Po kolejnym okresie oczekiwania przyszła upragniona decyzja, że mogę zostać dawcą szpiku, bardzo się z tego powodu ucieszyłem.

Wyznaczyliśmy wspólnie z fundacją termin mi odpowiadający na wstępne badanie, które było przeprowadzane przez lekarzy w Dreźnie. Po tych szczegółowych badaniach okazało się, że nie ma żadnych medycznych przeciwwskazań, abym mógł oddać szpik. Następnie przyszedł termin oddania szpiku, na samo pobranie można było wybrać jedną osobę, a więc wybrałem wtedy moją narzeczoną Natalię, a teraz już upragnioną żonę. Podczas całej podróży od Wrocławia poprzez pobyt w Dreźnie oraz powrót towarzyszył nam tłumacz Maciej Luchowski, który był bardzo pomocny podczas tego pobytu. Podczas pobytu był również czas na zwiedzanie wspaniałego miasta, jakim jest Drezno, kiedyś zapomniane przez biedne Niemcy wschodnie, ale po złączeniu Niemiec sukcesywnie odbudowanego, samo miasto jest po prostu boskie.

No i nadszedł dzień pobrania szpiku sam proces był bardzo przyjemy i w moim przypadku krótki, ponieważ mój organizm wytworzył dużo komórek i nie musiałem długo oddawać. Po paru miesiącach od oddania szpiku dowiedziałem się od Pani Zuzanny, że biorca, dla którego oddawałem szpik jest zdrowy i wypisany ze szpitala – była to dla mnie wspaniała wiadomość!