Anna Lechowicz

23 Marzec 2016

Moja historia jako dawcy zaczęła się bardzo prozaicznie. Ok. 3 lata temu zobaczyłam reklamę DKMS i postanowiłam odwiedzić ich stronę internetowa. Po przeczytaniu informacji tam zawartych zdecydowałam, że właściwie nie ma powodu, dla którego nie mogę zarejestrować się jako potencjalny dawca szpiku.

Zdążyłam zapomnieć o całym zdarzeniu, do momentu, kiedy ok. 3 miesiące temu otrzymałam telefon z Fundacji i okazało się, że potencjalnie zostałam bliźniakiem genetycznym dla osoby potrzebującej. Nie ukrywam, że moją początkową reakcją był szok.

Od pierwszego telefonu wszystko potoczyło się już bardzo szybko. Po miesiącu przebyłam badania, które potwierdziły możliwość oddania szpiku dla Biorcy. W kolejnym miesiącu przeszłam jeszcze kilka badań w celu dokładnego upewnienia się, że mój organizm będzie odpowiednio przygotowany.

Kilka dni temu oddałam szpik.

Przez ten okres 3 miesięcy pojawiło się mnóstwo pytań. Jednak wsparcie, które zapewniał koordynator z Fundacji, okazało się nieocenione i upewniło mnie jedynie o słuszności podjętej decyzji. Dokładnie byłam informowana o przebiegu całego procesu oraz wszystkich rzeczach, które się z tym wiążą.

Mimo małych niedogodności (jak np. przyjmowanie zastrzyków mających na celu zwiększenie produkcji szpiku w organizmie) uważam, że nie zawahałabym się, aby móc komuś uratować życie ponownie. Obecnie trzymam kciuki i liczę na to, że Biorca w pełni wróci do zdrowia i nigdy nie będzie potrzebował kolejnego przeszczepienia szpiku kostnego.