Karolina Szkodowska

24 Marzec 2016

„Uratować komuś życie” - wydawało mi się, że takie rzeczy może zrobić tylko lekarz. A jednak, będąc zwykłą dziewczyną z małej miejscowości koło Grudziądza, również można podarować komuś drugą szansę, oddać mu część siebie, ratując tym jego życie.

O fundacji DKMS wiedziałam tyle, że istnieje i ma coś wspólnego ze szpikiem. Zarejestrowałam się jakoś w 2013r. Poszłam razem z koleżanką, z którą chodziłam do klasy w liceum, ponieważ wszędzie były plakaty, że potrzebna jest pomoc dla małego chłopca, który potrzebuje „być może mojej pomocy”. Poszłyśmy, oddałyśmy krew, podpisałyśmy się i na tym się skończyło. Co jakiś czas dostawałam broszurki z fundacji, jakieś gadżety. Kiedy pierwszy raz Tata przyniósł list od Fundacji, podekscytowana otwierałam z nadzieją, że mogę komuś pomóc. Jednak dopiero później zaczęłam czytać, dowiadywać się, że gdyby była potrzebna moja pomoc, na pewno by do mnie zadzwonili… więc czekałam.

Czekałam aż do sierpnia 2015r. Byłam w tym czasie w trakcie wakacyjnej pracy, więc nie mogłam na początku odebrać telefonu, jednak kiedy dostałam sms oraz emaila z informacją, że Fundacja DKMS prosi o pilny kontakt, to od razu oddzwoniłam. Właśnie wtedy dowiedziałam się, że ktoś potrzebuje mojej pomocy, mój genetyczny bliźniak dzięki mnie ma szansę na przeżycie. Moja rozmowa z Panią Julią trwała ok. 30 min. W tym czasie wszystko zostało mi wyjaśnione, wytłumaczone i wstępnie uzgodnione. Przebywałam poza miejscem zamieszkania, ale nie było z tym żadnego problemu, ponieważ Fundacja zorganizowała badania krwi potwierdzające zgodność z pacjentem w miejscu mojego pobytu i to w bardzo krótkim czasie. Okazało się, że będę mogła oddać komórki macierzyste z krwi obwodowej. Byłam bardzo podekscytowana, nie mogłam uwierzyć, że mogę komuś dać szansę na nowe życie.

Ku mojemu zdziwieniu niektórzy moi znajomi nie podzielali mojego entuzjazmu, jednak jak się okazało, wynikało to z ich niedostatecznej wiedzy. Kiedy im wszystko wytłumaczyłam, że pobranie jest dla mnie całkowicie bezpieczne, byli ze mnie dumni, że podjęłam taką decyzję i chcę komuś pomóc, nie znając nawet tej osoby. Na tym chyba polega problem w społeczeństwie, ludzie nie wszystko wiedzą, a niewiedza budzi strach, niepotrzebny. Wszystko jest bezpieczne i przeprowadzane przez profesjonalistów. Wbrew wszystkiemu nie ma mowy o żadnym bólu, którego wszyscy tak bardzo się boją!

Cała procedura przebiegła bardzo sprawnie. Już we wrześniu 2015r. miałam wstępne badania, a po rozmowie z lekarzem wiedziałam już naprawdę wszystko, co musiałam, aby spokojnie móc oddać komórki macierzyste. Przez 4 dni przyjmowałam czynnik wzrostu, który miał na celu stymulację moich komórek, a po ok. 2 tygodniach w klinice w Warszawie udało mi się oddać komórki macierzyste dla mojego biorcy. Pobranie trwało 6 godzin, cały czas się uśmiechałam, bo siedziałam tam ze świadomością, że jestem w trakcie ratowania komuś życia. To było niesamowite uczucie, nie do opisania, ale naprawdę godne polecenia. Po pobraniu odebrałam telefon od Fundacji z informacją na temat mojego biorcy, okazało się, że to 60 letni mężczyzna z Niemiec.

Od mojego pobrania minęło 6 miesięcy. Otrzymałam informację z prośbą o kolejne pobranie, tym razem limfocytów. Przeszczep komórek się przyjął, jednak stan pacjenta się pogorszył i potrzebne jest drugie pobranie. Ponownie niesamowite uczucie i wielka chęć pomocy. Niestety.. stan mojego bliźniaka pogorszył się na tyle, że nie jest w stanie póki co przyjąć drugiego przeszczepu. Ta wiadomość trochę mnie zasmuciła i poczułam ogromny niepokój, ale wierzę, że to tylko chwilowy kryzys i niedługo wszystko wróci do normy, a ja i mój bliźniak spotkamy się za 1,5 roku i lepiej się poznamy! Niedawno otrzymałam od niego list, z podziękowaniami za uratowanie jego życia. Popłakałam się jak dziecko, po prostu. Są to niesamowite emocje i z pełną świadomością mogę powiedzieć, że takie rzeczy zmieniają nasze życie, a na pewno perspektywę z jaką patrzymy na wszystko co nas otacza.

Uważam, że każdy, kto może, powinien zarejestrować się w bazie potencjalnych dawców szpiku, ponieważ nie tracąc nic, można komuś podarować WSZYSTKO. Poza tym, żyję w przekonaniu, że dobro wraca z podwójną siłą! Więc pomagajmy, bo możemy!