Sandra Szczepanik

23 Marzec 2016

Moja Historia zaczęła się w dokładnie 21 czerwca. Dobrze pamiętam, bo w tym dniu w naszym mieście była zorganizowana akcja, ponieważ mały mieszkaniec Czaplinka zachorował na białaczkę i potrzebował przeszczepu. To był moment, nawet tego nie analizowałam, miałam nadzieję, że się uda. No i.. udało się.

Dostałam telefon w sierpniu. Dwa miesiące po oddaniu próbki krwi już zostałam dawcą. To było niesamowite. Były łzy i uśmiech.. Z jednej strony się bałam, ale z drugiej byłam bardzo szczęśliwa. Zaczęło się od badań, następnie przyjmowanie zastrzyków z czynnikiem wzrostu komórek. Szpik oddałam w listopadzie. Spędziłam w Poznaniu dwa dni, pierwszego i drugiego leżałam po 5 godzin podłączona pod separator. Byłam z siebie dumna, że mogłam oddać cząstkę siebie, aby uratować drugie życie. To było wspaniałe. Po pobraniu wróciłam do domu, żadnych zmian nie zauważyłam, czułam się bardzo dobrze. Dostałam telefon. Moim bliźniakiem była kobieta z Holandii.

Niestety w tej historii nie będzie szczęśliwego zakończenia. W lutym, trzy miesiące po przeszczepie, dostałam list, w którym poinformowano mnie, że biorca nie żyje. Było mi ogromnie przykro, nie ukrywam, że popłakałam się, mimo że nie znałam swojego bliźniaka genetycznego. Czasem wyobrażałam sobie jak cudowne musi być to spotkanie. Zrobiłam, co mogłam i wiem, że bez wahania zrobię to jeszcze nie raz, o ile będę miała szansę. Wracam do bazy w listopadzie z nadzieją, że komuś pomogę. Każda osoba, która, może zostać potencjalnym dawcą powinna to zrobić, ponieważ zabiera nam to tak na prawdę trzy dni, a komuś może dać całe życie.

W czasie oddawania szpiku spotkałam kobietę, która przeszła przez chorobę dzięki niespokrewnionemu dawcy, płakała ze szczęścia (a ja razem z nią) i powtarzała, że to dar. To prawda, życie to największy dar jaki możesz dać.