Jolanta Sobczak

22 Czerwiec 2017

Moja historia z Fundacją DKMS zaczęła się w 2014 roku. Postanowiłam zarejestrować się jako potencjalny dawca szpiku. Zestaw do rejestracji otrzymałam pocztą.

Cała rejestracja jest bardzo prosta: wypełnienie ankiety i pobranie wymazu z jamy ustnej. Po kilku tygodniach otrzymałam kartę potencjalnego dawcy.

Od tamtej pory była cisza... do lutego 2017 roku. Wtedy to zadzwonił telefon, była to Pani z Fundacji DKMS. Poinformowała mnie, że znalazła się osoba, która potrzebuje mojej pomocy i czy nadal jestem chętna aby tej pomocy udzielić. Bez wahania odpowiedziałam, że TAK. Dokonując rejestracji wzięłam na siebie pełną odpowiedzialność i wiedziałam, że nie mogę się wycofać. Przygotowania do ewentualnego pobrania ruszyły pełną parą. Najpierw badania w moim mieście, później badania wstępne w Klinice Pobrania. Po jakimś czasie dostałam telefon, że wszystko jest w porządku i mogę zostać Dawcą. Wspólnie z Kliniką ustaliliśmy termin pobrania komórek macierzystych .

4 dni przed pobraniem komórek macierzystych zgodnie z zaleceniami Pani doktor zaczęłam przyjmować zastrzyki z czynnikiem wzrostu.

Podczas przyjmowania leku odczuwałam skutki uboczne, o których zostałam wcześniej poinformowana. Ale nie były one tak uciążliwe, żebym nie mogła normalnie żyć.

W maju nadszedł dzień pobrania. Na pobranie komórek macierzystych pojechał ze mną mąż, który bardzo mnie wspierał. Krwiotwórcze komórki macierzyste pobrano metodą aferezy. Za pomocą wenflonu z żyły lewej ręki przez 5 godzin pobierano krew, która przechodziła proces wirowania i separacji komórek macierzystych w specjalnym urządzeniu, a następnie wracała do żyły w prawej ręce. Czas bardzo szybko płynie a panie pielęgniarki zagadują i umilają czas. Naprawdę nie ma czego się bać.

Po zakończeniu pobrania Pani doktor wręczyła mi odznakę i legitymację DAWCY PRZESZCZEPU. Poczułam, że zrobiłam naprawdę coś dobrego. 2 godziny po pobraniu otrzymałam telefon, że udało się pobrać wystarczającą ilość komórek. Teraz tylko jeszcze telefon z Fundacji DKMS z informacją kto jest moim BIORCĄ. Po godzinie znowu kolejny telefon, ale tym razem był to ten najbardziej wyczekiwany "Pani Jolu pomogła Pani dziecku" i łzy same napływały mi do oczu. Móc pomóc dziecku w podobnym wieku swojego syna – uczucie nie dopisania. Mam nadzieje, że wszystko będzie dobrze i mój BIORCA wyzdrowieje. Teraz z niecierpliwością czekam na telefon czy wszystko jest w porządku.

Jeśli zastanawiasz się czy się warto się zarejestrować, odpowiedź brzmi TAK. W życiu nie ma nic cenniejszego niż zdrowie. Nikt nie wie co czeka nas i naszych bliskich w przyszłości, a choroba nie wybiera. Ja pomogłam chłopcu, który ma jeszcze całe życie przed sobą. Jestem bardzo szczęśliwa, że mogłam dać MU nadzieję. Nadzieję, ponieważ nie wiem czy przeszczep się przyjmie. Mam nadzieję, że niedługo zadzwoni telefon z Fundacji z dobrymi wieściami, że mój BIORCA zdrowieje. Ofiarując tak niewiele, można uratować czyjeś życie.