Kamil Klatka

30 Grudzień 2017

Dnia 10.12.2017

Moja historia zaczęła się w lutym 2012 roku. Obejrzałem reklamę w telewizji pamiętam z niej tylko tekst ”poznaj swojego bliźniaka genetycznego”. Nie wiedziałem jeszcze co to jest DKMS i tak dokładnie co on reklamuje. Poczytałem trochę w necie na temat działalności Fundacji DKMS, w sumie bez wahania złożyłem wniosek rejestracyjny. Po dwóch tygodniu przyszła paczka z patyczkami oczywiście wszystko było tak łatwe. Wystarczyło poświęcić tylko 3 min. Następnie spakować patyczki z wymazem i odesłać do fundacji.

Rok później dostałem informację na maila, że ktoś potrzebuje moich komórek

tylko muszę zgodność DNA potwierdzić z próbki krwi. Maila odczytałem koło północy, nie zastanawiając się nic, od razu chwyciłem za telefon, aby potwierdzić pobranie. Oczywiście fundacja była o tej godzinie zamknięta, więc napisałem maila. Oczywiście po pobraniu krwi potwierdziła się zgodność. Dostałem informację że mam przyjechać do Warszawy. Po kilku badaniach miałem nadzieję, że teraz nie zawiodę i będzie ze mną wszystko ok. Jednak nie wszystkie wyniki wyszły za dobrze (złe odżywanie), 2 dni diety i powtórka badań u siebie w miejscowości… Hura! Dieta pomogła ,jest wszystko w porządku, czyli kontynuujemy procedurę. Najgorszy lęk miałem przed zastrzykami ponieważ mdleje na widok igły, ale sam sobie podawałem i jakoś dałem radę :D

Wyjazd do Warszawy 21.01.2014 na oddanie, tak się strasznie przejmowałem, że pół nocy nie spałem, modliłem się żeby wszystko poszło dobrze. Widziałem, że to bezpieczne ale lęk był ogromny.

Oto i on, dzień pobrania, w sumie więcej stresu niż to było warte. Siadłem na fotelu, posiedziałem 4 godziny, wszystko poszło dobrze, zero bólu, zero efektów ubocznych, takie proste a potrafi uratować życie. Po południu dostałem telefon, że komórek wystarczy a nawet zostanie do zamrożenia na wszelki wypadek... To jednak nie koniec mojej przygody.

Dziś, kiedy piszę dla Was moją historię,  znowu jadę, tym razem do Krakowa, gdyż mój drugi bliźniak genetyczny potrzebuje pomocy! Nawet nie da się określić jaką noszę w sobie radość. Jutro pobranie trzymaj się Bracie lub Siostro.

Po drugim pobraniu

Dziś wróciłem z Krakowa, tym razem potrwało to trochę dłużej, bo 5 godzin (pobrano więcej materiału). W klinice świetna atmosfera, zawsze uśmiechnięte pielęgniarki oraz lekarz prowadzący. 20 min. po pobraniu dowiedziałem się, że komórek wystarczy, mogę się zbierać do hotelu. Po godzinie dostałem informację, że tym razem mój bliźniak znajduje się za oceanem. Czekam z niecierpliwością na informację z Fundacji o stanie jego zdrowia. Jeżeli będę jeszcze potrzebny na milion procent się podejmę, nawet jutro.