Historia Dawcy

Grzegorz Gąsiorowski - historia dawcy szpiku

7 Styczeń 2019

''Można urządzić sobie kpiny z wszelkiego rodzaju cudów, dopóki jesteśmy zdrowi i silni, dopóki cieszymy się szczęściem, ale jeśli życie tak się skomplikuje, tak zostanie zaklinowane, że tylko cud nas może uratować, to zaczynamy wierzyć w ten jedyny, ten wyjątkowy cud.''

Swoją krótką historię chciałbym zacząć od tego, że w roku 2014 podjąłem decyzję o zarejestrowaniu się w bazie dawców komórek macierzystych (DKMS). Moja decyzja była w pełni świadoma i przemyślana. Wierzyłem w to, że Osoba, która mogłaby okazać się moim bliźniakiem genetycznym nigdy nie zachoruje, ale będzie mogła cieszyć się pełnią zdrowia i beztrosko żyć. Jednak drugą myślą, która mi towarzyszyła było to, że jeśli los nie będzie dla Niej łaskawy i nagle znajdzie się w sytuacji zagrożenia zdrowia lub życia, to właśnie ja będę mógł Jej pomóc.

Październik był miesiącem, w którym urealniła się druga z moich ówczesnych myśli- dostałem telefon z Fundacji DKMS. Usłyszałem wtedy, że znalazł się mój bliźniak genetyczny. Zrozumiałem wtedy, że gdzieś jest Ktoś, kogo życie się skomplikowało, Ktoś kogo zdrowie stanęło pod znakiem zapytania, Ktoś kto odczuwa lęk, niepokój i rozpoczął heroiczną walkę by wygrać. Myślałem zarówno o moim biorcy, ale również o jego najbliższych. Zastanawiałem się kim on jest, ile ma lat, skąd pochodzi. Stale stawiałem sobie w głowie różne pytania. Jednak nawet przez chwilę nie pomyślałem by się wycofać. Towarzyszyła mi radość, że mogę komuś pomóc. Pojawiły się łzy szczęścia i wiara w to, że mój biorca wygra, ponieważ jest MOIM, silnym genetycznym bliźniakiem. Odczuwałem też jednak lęk o tę Osobę, mimo, że Jej nie znam. Jednak z mojej strony odczuwałem z Nią silną więź i pewnego rodzaju odpowiedzialność za Nią.

W grudniu musiałem stawić się w Centrum Onkologii w Gliwicach, gdzie poddano mnie wszelkim specjalistycznym badaniom. Po otrzymaniu wyników okazało się, że z moim stanem zdrowia jest wszystko w porządku i mogę przystąpić do oddania szpiku. Dowiedziałem się również wtedy, że zabieg będzie polegał na pobraniu szpiku z talerza kości biodrowej.

Grzegorz to dawca, który podzielił się cząstką siebie z potrzebującym przeszczepienia pacjentem dzieli się swopja historia

W połowie grudnia stawiłem się na miejscu (w Centrum Onkologii w Gliwicach). Zostałem poddany ostatecznym badaniom i przygotowany do zabiegu, który odbył się następnego dnia rano. Wszystko przebiegło pomyślnie. Pobrano ode mnie ponad 1.5 litra szpiku. W szpitalu wszyscy otoczyli mnie opieką i zapewnili odpowiedni komfort po zabiegu. Oczywiście byłem obolały, ale szybko zapominałem o tym niewielkim dyskomforcie, gdy myślałem o tym, że właśnie mała dziewczynka  zaczęła wierzyć w ten jedyny, wyjątkowy cud i zyskała dar życia oraz o tym, że mój gest, nawet ten najdrobniejszy właśnie zmienia czyjś świat.

Na zakończenie chciałbym zachęcić wszystkich, którzy się wahają, którzy nie są zarejestrowani w Fundacji DKMS do tego, by nie mieli oporów aby pomagać. Ja jestem pewien (a dodatkowo utwierdziłem się w tym , gdy mam nadzieję już Komuś udało mi się pomóc), że pomaganie jest ważne. Pomagać może każdy i wszędzie oraz każda pomoc jest wartościowa. Świat na pewno będzie lepszy, jeśli "każdy z nas będzie mógł wieczorem powiedzieć: dzisiaj zrobiłem gest miłości wobec drugiego". Ja już mogę to powiedzieć. Teraz Twoja kolej.