Ireneusz Martyn

6 Grudzień 2013

"Zwyczajny bohater"

Minęło już trochę czasu i największe emocje opadły jak jesienne liście...
Została jednak w nas taka wewnętrzna radość, pewność, spokój ... i oczekiwanie, bo po stu dniach od przeszczepu dowiemy się, jak czuje się genetyczny bliźniak Syna.

A jak to się zaczęło? Od pomysłu, bezinteresownej chęci pomocy, bo przecież wystarczy tylko wymaz na patyczku wysłać zwykłym listem do Fundacji DKMS.

A potem nagle informacja, że jesteś potrzebny. Kawałek Ciebie to szansa dla Kogoś nieuleczalnie chorego. Na życie.
Początkiem września ruszyliśmy żwawo o poranku z okiem zalepionym sennością, pociągiem do Warszawy, celem utoczenia z Syna życiodajnych komórek.
Syn jako Honorowy Dawca Krwi pała do igieł wielką miłością (a także do uroczych pielęgniarek - wiecie te męskie fantazje), więc niestraszny Mu był pobór szpiku z talerza biodrowego. Brzmi strasznie - ale procedura jest mało skomplikowana i technicznie, i teoretycznie nieszkodliwa. O wiele bardziej inwazyjna jest narkoza - po to, aby delikwenta nie bolało, kiedy mu Pan w zielonym fartuszku będzie wysysał igłą conieco z kości.
Ale wiedzieliśmy, że to dla Biorcy najlepsza opcja - i mimo, że to każdy Dawca decyduje ostatecznie jak odda szpik, to wiadomo było, że jedynym rozsądnym wyjściem jest zrobić to, o co proszą lekarze.

Lekarze i pielęgniarki to zupełnie inna, jeszcze lepsza historia. Tyle zrozumienia, szacunku, wsparcia i życzliwości, ile otrzymał Syn, starczyłoby na następnych pięćdziesięciu dawców.

Wszystko objaśnione, wytłumaczone, w miłej szpitalnej atmosferze (też nie wierzyłam jak szpital może być miły) i nawet ja, pętająca się po wszystkich oddziałach matka Dawcy, stremowana i zdenerwowana, traktowana byłam z honorami należnymi co najmiej Królowej Anglii. Cała procedura trwała niecałą godzinę, ale kiedy przywieźli Syna na oddział - popsułam się.
Z prędkością światła strzykałam naokoło płynami ustrojowymi zwanymi potocznie łzami, a mój moduł macierzyństwa (każdej kobiecie się to montuje automatycznie przy porodzie dziecka) eksplodował, kiedy mój wielki syn słusznej wagi i wzrostu, blady jak prześcieradło wsunął swoją wielką dłoń w moją rękę, i zasnął upewniwszy się wcześniej, czy wszystko się udało.

Pierwsze słowa syna po wybudzeniu brzmiały: mamo, impreza musiała być ekstra, bo w życiu nie miałem takiego kaca i nic nie pamiętam.
Udało się. Zdrowy, soczysty szpiczek, całe 1200 ml powędrowało do Polaka, lat 27, mężczyzny, niczym Joker w talii kart, aby mógł wygrać Życie.

Jakiś czas później, kiedy opowiadałam to 352 osobie, która chciała słuchać, ta skomentowała "noo, fajnie tak jechać i się zabawić i nic nie wydać kasy". Tu informuję, że fundacja DKMS refundowała na podstawie faktur wszystko: hotel, przejazdy, zakwaterowanie bliskiej osoby i kulinarne zachcianki Syna - a ten potrafi zjeść, jako taki gest dla Dawcy i odciążenie go w wydatkach. Jeśli nie grzeszysz kasą - i tak możesz komuś pomóc - nie wydajesz na imprezę ani złotówki. Dajesz swój czas i siebie. Tylko. Albo aż tyle. Na początku jak usłyszałam powyższy komentarz autentycznie mnie zatkało, jak mówi Kiepski - kakao.W głowie mi się nie mieściło, że może ulęgnąć się u Kogoś właśnie taka myśl. Ja to odbieram zupełnie w innych kategoriach i tak nauczyłam Syna.
Jak?
Kiedy trwałam tam przy chrapiącym i podsypiającym Ireneuszu, jako matka wciąż zadawałam sobie pytanie - co gdyby mój syn był chory? Gdyby potrzebował szpiku? Co myślałabym o Dawcy? Żeby pomógł mojemu dziecku, żeby się nie wycofał, żeby mu się w życiu szczęściło, żeby był zdrowy, on i jego bliscy. Otaczałabym go kokonem dobrych myśli i energii. Pomnóżcie to przez kilka/kilkadziesiąt osób, które kochają biorcę. Co myślałby mój syn o tej osobie? Jakby mu dziękował w myślach, gdyby sytuacja była odwrotna? Gdyby on miał jedną, jedyną szansę na życie?

Najpiekniejszym podziękowaniem za kilka chwil wyrwanych ze swojego życia i przespaniu jednego dnia (to naprawde niewiele), to dobre myśli Biorcy i modlitwy jego bliskich za Syna. Pozytywna energia, która trafia do naszego domu, mimo braku jego adresu. To siła, która będzie towarzyszyła Synowi już zawsze. Bo dobro dane bezinteresownie powraca. I naprawdę więcej nie trzeba.

Szkoda 352 osobo, że nie jesteś tego świadoma...

Jedne czego się obawiamy to to, że Biorca wraz z komórkami przejmie genetycznie wieeeelkie wrodzone lenistwo Syna.

A dlaczego zwykły bohater?
Bo bohaterem się bywa - kiedy Syn doszedł do siebie i upasł ponownie komórki tłuszczowe, wróciły domowe obowiązki.
Ireneusz śmieci... sopranem przekazuję synowi dobrą nowinę.
No, i skończyło się rumakowanie - wzdycha ciężko Syn. ( kto oglądał Shreka 2 to wie;)
A kiedy otrzymuje kuśkańca na przyspieszenie ruchów komentuje:
na Bohatera? Prądem??