Julian Michaś

27 Wrzesień 2013

W dniu 25 listopada 2009 roku na akcji „Wspólnie przeciw białaczce”, zorganizowanej z moim udziałem, zarejestrowałem się jako potencjalny dawca szpiku (w wieku 49 lat). Acja miała na celu znalezienie dawcy szpiku dla wnuczka mojego serdecznego kolegi - Kubusia. Akcja miała miejsce w Gdyni i uczestniczyło w niej wiele organizacji społecznych, między innymi Marynarka Wojenna i Akademia Marynarki Wojennej w Gdyni. Po jakimś czasie otrzymałem kartę ze swoim numerem wraz ze znaczkiem i byłem zadowolony, że jestem wśród Tych, co mogą się podzielić swoim życiem z innymi (jak to czynię obecnie oddając cyklicznie krew). Szczerze mówiąc to zapomniałem o sprawie, przypominając sobie tylko podczas różnych akcji DKMS Polska, że już jestem zarejestrowany jako potencjalny dawca szpiku.

Nagle 25 lipca 2012 roku odebrałem maila z DKMS Polska z zapytaniem czy podtrzymuję swoją zgodę, aby zostać dawcą. Wpierwszej chwili oniemiałem. Odpisałem, że moja zgoda jest i czekam na dalsze instrukcje. Proszę sobie wyobrazić w jakim napięciu oczekiwałem na kolejne informacje i rozterki z tym związane. Takie tam różne, choćby np. czy na tyle jestem zdrowy (wszak mam już 52 lata), aby oddać komórki macierzyste dla osoby, która ich potrzebuje. Na początku września br. zawitałem do Warszawy na kompleksowe badania związane z w/w sprawą i znów oczekiwanie czy wyniki badań nic nie zmienią, mimo, że zostałem pozytywnie określony jako zdrowy.

Po tygodniu przyszedł mail o zapadniętej decyzji i dacie pobrania szpiku kostnego z talerza kości biodrowej. Uff, ulga niesamowita, ale na tym nie koniec, przecież trzeba jeszcze dotrwać do daty pobrania szpiku. Więc zwiększona ostrożność podczas jazdy samochodem, itd. itp. Nadszedł czas przybycia do kliniki przy ul. Banacha w Warszawie i stosowanie się do zaleceń personelu medycznego oraz wcześniejszych instrukcji przekazanych przez telefon i podczas różnych rozmów z lekarzami i paniami z DKMS Polska, jak również z Panią Katarzyną, łącznikiem i moim opiekunem. W efekcie do pobrania moich komórek byłem przygotowany na 150% i miałem pełną świadomość co robię. Okazało się, że cała procedura przed i po pobraniu szpiku jest zgodna z tym, o czym były wcześniej rozmowy. Profesjonalizm we wszystkich czynnościach i oddanie dla ratowania życia ludzkiego wszystkich osób, z którymi miałem do czynienia, jest dla mnie czymś wyjątkowym, czymś, co napawa mnie ogromnym optymizmem i wiarą, że są na świecie ludzie nie tylko liczący pieniądze, ale przede wszystkim kochający innych w sposób szczególny.

Mogę dodać jeszcze tylko, że jestem najstarszym mężczyzną, dawcą szpiku dla osoby niespokrewnionej. Dododem na to, że pobranie szpiku nie przeszkadza w dalszym życiu jest to, że zdobyłem brązowy medal w strzelaniu z broni sportowej i zająłem I miejsce w rzucie bulą. A wszystko to już w dwa dni po zabiegu.