Karolina Mach

7 Sierpień 2018

„Bardzo miło mi poinformować, że pani szpik nie powędrował daleko, ponieważ otrzymała go kobieta z POLSKI” - te słowa usłyszałam dzień po pobraniu :) 

Do grona potencjalnych dawców szpiku dołączyłam w lutym 2014 roku. Pierwszy raz telefon zadzwonił w lipcu 2015. Badania krwi, na które zostałam skierowana wykazały zgodność, jednak stan zdrowia pacjenta nie pozwalał na przeszczepienie. Kolejnym razem telefon zadzwonił w grudniu 2016, jednak tym razem chodziło o innego biorcę. Znowu potwierdzenie zgodności i oczekiwanie w rezerwacji przez 3 miesiące. Czas mijał, telefon nie dzwonił, aż do maja 2018! :) Okazało się, że pacjent jest gotowy do przeszczepienie! 

Pan Kamil z fundacji DKMS zapytał, czy nadal podtrzymuję swoją decyzję i czy jestem gotowa oddać szpik. Odpowiedź była oczywista - bez wahania wyraziłam swoją gotowość bez względu na to, jaka metoda pobrania zostanie wybrana. Następnie zostałam skierowana na badania wstępne, które odbyły się w klinice. Tam otrzymałam informację, że jestem zdrowa i gotowa do pobrania komórek macierzystych. 

W lipcu, po 3 tygodniach od badań wstępnych ponownie przyjechałam do szpitala, aby poddać się zabiegowi aferezy, czyli oddania komórek macierzystych. Na kilka dni przed oddaniem musiałam przyjmować Neupogen, czyli czynnik wzrostu w formie 10 zastrzyków w brzuch, które okazały się proste do wykonania i właściwie bezbolesne. Zastrzyki te powodują objawy grypopodobne - w moim przypadku był to dość intensywny ból głowy, który minimalizowałam stosując paracetamol.

W szpitalu zostałam podłączona na 5h do separatora. W związku z drobnymi komplikacjami i późnym czasem rozpoczęcia poboru zostałam poproszona o pozostanie na noc w szpitalu (taka sytuacja normalnie nie ma miejsca - dawca wychodzi do domu tego samego dnia :) ). Następnego dnia rano zostałam ponownie podpięta do separatora na kolejne 5h. Pan Doktor przekazał mi informację, że uzyskano taką ilość komórek, która wystarczy do przeszczepienia, ale także drugie tyle na „zapas”. 

Na oddziale i w poradni transplantologii miałam okazję widzieć dzieci po przeszczepieniu, które miały to szczęście i znalazły swojego dawcę. Szczęśliwe twarze tych małych wojowników na zawsze pozostaną w mojej pamięci.

Dzień po pobraniu dostałam telefon z fundacji z informacją, że moje komórki właśnie są przeszczepiane kobiecie z Polski. Nie da się słowami opisać uczucia jakie temu towarzyszy...trzeba tego po prostu doświadczyć.

Ze swojej strony mogę jedynie zapewnić, że ofiarowanie drugiej osobie cząstki siebie jest niepowtarzalnym i wzruszającym przeżyciem, które pozostaje w pamięci na całe życie. Z całego serca zachęcam każdego do rejestracji w bazie! W końcu...lekarstwo mamy w sobie :)