Monika Antoń

6 Grudzień 2013

Witam, mam na imię Monika i jestem mamą dwóch wspaniałych dzieciaczków. Chciałam się podzielić z Wami moją historią, jak doszło do rejestracji w DKMS i zachęcić Was wszystkich do tego!

Mój synek Dawidek jak miał 6 miesięcy wylądował w szpitalu z rotawirusem. I tu zaczął się nasz prawdziwy koszmar. Przy badaniach szczegółowych wyszło, że coś jest nie tak. Dwukrotnie robili mu USG i oznajmili, że syn ma guza wątroby. Świat nam się zawalił… Odesłali nas do kliniki w Katowicach. Spędziliśmy na Onkologii prawie rok i tam poznaliśmy wspaniałych ludzi. Dużo dzieciaczków walczyło dzielnie z tą wstrętną chorobą jednym się udało, inni niestety nie dostali szansy na dalsze życie. Mój syn taką szansę dostał więc i ja postanowiłam w jakiś sposób podziękować Bogu za życie. Jego i mojego taty, który też chorował na raka.

Kiedyś myślałam, żeby się zapisać do DKMS, ale bałam się, słyszałam plotki, że boli, że to niebezpieczne… Ale jak poznałam tych dzielnych pacjentów, zobaczyłam jak ważne jest to dla nich. To dla chorych na białaczkę szansa na nowe życie!

Przy najbliższej okazji pojechałam do Auchan, gdzie była organizowana akcja właśnie przez DKMS, oddałam próbki śliny i czekałam. W zasadzie to stwierdziłam, że pewnie się nikt nie znajdzie, a jednak.

Po niecałych dwóch miesiącach dostałam telefon z informacją, że znalazł się ktoś, kto potrzebuje mojej pomocy. Byłam bardzo zaskoczona, że w tak krótkim czasie znaleźli mojego bliźniaka! Wiem, że to jakieś przeznaczenie , ja w to po prostu wierzę! Bóg dał mi naprawdę szansę na zadośćuczynienie za zdrowie i życie moich dwóch facetów! Po wszystkich badaniach pojechałam na pobranie komórek macierzystych z krwi obwodowej. Pobranie trwało koło 4 godzin. Ale wspaniali ludzie, których tam spotkałam, doskonale zajęli się mną i nie dali ani chwili się nudzić.

Już po wszystkim dostałam telefon od mojej opiekunki z DKMS-u, która powiedziała, że krewka moja pojedzie do Niemiec do dziewczynki, a raczej już panienk,i która ma 17 lat. Oczywiście strasznie się wzruszyłam, płakałam jak dziecko ze szczęścia.

Teraz pozostało mi czekać na dobre wieści! Z całego serca życzę jej zdrowia i jestem gotowa na kolejne pobrania. Jjak tylko będę mogła pomóc – pomogę, bo „DOBRO POWRACA”. Nie obawiajcie się bo nie ma czego, a mit o pobraniu z kręgosłupa trzeba jak najszybciej obalić!

Życzę Wam powodzenia i cieszę się, że mogłam oddać cząstkę siebie i z Wami podzielić się moją historią.