Paulina Turlińska

6 Grudzień 2013

Moja historia zaczęła się dokładnie pod koniec września 2012 r. Akurat w kinie leciał film o znanej siatkarce Agacie Mróz „Nad życie". Film oglądałam z zapartym tchem. Historia Agaty wzruszyła mnie na tyle, że postanowiłam poczytać więcej na temat tej choroby. Po kilku dniach, jak byłam w pełni świadoma, zarejestrowałam się na stronie DKMS.

Z uśmiechem na ustach zrobiłam wymaz do badania. Teraz trzeba było tylko czekać. Zastanawiałam się ile. Miesiąc, trzy, rok?

Na poczatku 2013 roku otrzymałam telefon z Fundacji, czy podtrzymuję możliwość oddania komórek macierzystych. Pani z fundacji poinformowała mnie, że muszę wykonać badania w klinice w Dreźnie, żeby sprawdzić czy jestem w pełni zdrowa, ponieważ na moje komórki macierzyste czeka pewna osoba. W moich oczach pojawiły się łzy... łzy szczęścia. Nie spodziewałam sie, że po kilku miesiącach ktoś będzie potrzebował mojej pomocy. Akurat byłam w tym momencie w pracy, cała ekipa mi pogratulowała.

Bardziej obawiałam się badań niż samego pobrania. Bałam sie, że przez jakąś małą dolegliwość mogę zostać wykluczona. Całe szczęście wszystko poszło jak po maśle. Kilka dni przed wyjazdem podawałam sobie czynnik wzrostu komórek macierzystych. Musiałam kłuć się dwa razy dziennie, ale nie było aż tak strasznie, małe dolegliwości jak przy grypie. Wiedziałam, że nie mogę się wycofać, więc byłam twarda. Nastąpił dzień wyjazdu do kliniki, całą noc nie mogłam spać, z nerwów. Całe szczęście były przy mnie osoby, które mnie wspierały. Z tego miejsca chciałabym podziękować tłumaczowi Maćkowi, który jest złotym człowiekiem i dzięki niemu uśmiech z twarzy mi nie schodził. O 8 rano stawiłam się w klinice. 4 godziny minęły bardzo szybciutko, co chwilę spoglądałam, jaki proces zostaje wykonywany, ile magicznych cząsteczek już oddałam. Okazało się, że następnego dnia także muszę przyjść na kolejną turę, ponieważ mój organizm wytworzyl za mało komórek macierzystych. Następny pobór trwał już krócej. Z fotela zeszłam szczęśliwa i pełna nadziei.

Po oddaniu otrzymałam informację, że biorcą jest Pani z USA. Dziwny zbieg okoliczności, ponieważ wiek był taki sam jak u mojej świętej pamięci babci. Babcia, gdyby żyła, miałaby tyle samo lat co ta Pani. Przypisałam sobie do tego taką właśnie historię, że jednak to nie może być przypadek, że babcia nade mną czuwa. Mój biorca czuje się dobrze, wyszła ze szpitala, nie ma przerzutów, to najważniejsze, trzymam mocno kciuki za tą Panią. Po upływie pełnych dwóch lat liczę na spotkanie. To dopiero będzie przeżycie.

Kochani, chciałabym Was zachęcić do rejestracji, podwińcie rękaw, to nic nie boli.

„Najcenniejsza rzecz to podarować komuś szansę na nowe życie robiąc tak niewiele".