Przemysław Janus

6 Grudzień 2013

Wrzesień 2012. Śwęto Pieczonego Kurczaka. Razem ze znajomymi wybraliśmy się na miejski festyn. Przechadzając się pomiędzy stoiskami zatrzymałem się przy stanowisku Fundacji DKMS. Powiedziałem - chodźcie zapiszemy się jako dawcy. Początkowo było to dla mnie śmieszne - jak z patyczka i śliny mogą określić mą genetykę... Kilka miesięcy potem otrzymałem kartę dawcy.

Nastała chwila zadumy i zamyślenia, lecz puściłem to w niepamięć sądząc, że i tak mi się nie uda, bo wiele osób czeka latami na oddanie szpiku.


Pół roku później zadzwonił telefon. Na wszystkie pytania mimowolnie odpowiedziałem TAK. Dopiero po chwili do mnie dotarło co tak naprawdę się stało. Pojawiła się szansa i możliwość oddania szpiku. Niedowierzanie połączone z radością. Ale zaraz, zaraz - pomyślałem, czekają mnie badania. I tu pojawił się lęk i obawa. A co jeśli mój stan zdrowia wykluczy mnie z szansy bycia dawcą?
Pierwsze badania, kilka dni później info, że wszystko jest dobrze. Badania kolejne. I tu ponownie wynik pozytywny. Aż nadszedł dzień bezpośrednich badań w Klinice Pobrań Komórek Macierzystych w Gliwicach. Pełne badania. Ponownie lęk przed wynikami i obawa. Napięcie i oczekiwanie na wyniki - w momencie gdy otrzymałem informację, że jestem w pełni zdrowy i mam wyznaczony termin pobrania szpiku z talerza kości biodrowej poczułem niemal uderzenie pioruna. Ale jak to? Ja? Dlaczego ja? Jakim cudem? Wiele myśli kłębiło się w mej głowie, lecz mimo to byłem w pełni świadom swej decyzji. Ponownie pojawił się lęk - to będzie moja pierwsza w życiu wizyta w szpitalu, pierwsza narkoza... Zacząłem rozmawiać z najbliższą rodziną, ze znajomymi o zaistiałej sytuacji. Wsparcie i dobre słowa tylko potwierdziły mnie w tym czynie i rozwiały wszelkie wątpliwości.
Jadąc na blok operacyjny myślałem o sensie życia. Czym tak ono naprawdę jest. Myślałem o radości, o smutku, ale przede wszystkim myślałem o tej drugiej osobie - o osobie, która dzięki mnie ma szansę na życie.
Przed narkozą byłem jedynakiem, po - Bratem. Bliźniakiem. Bliźniakiem genetycznym. Lat 46. Kobieta. Pierwsza myśl po tej informacji? Mama. Moja mama. Być może uratowałem życie kobiecie w wieku mojej mamy. Matka, żona, siostra ... babcia. Jedno życie, a zarazem tak wiele istnień. Teraz, gdy największe emocje opadły, niemal codziennie modlę się, by ta Kobieta w pełni odzyskała siły witalne, by jej życie i życie jej najbliższych na nowo nabrały kolorowych barw. Niezmiernie cieszą mnie słowa rodziny, znajomych, że przez mą świadomą decyzję i oni zdecydowali się na zarejestrowanie jako potencjalni dawcy.

Dziękuję wszystkim za ogromne wsprcie i dziękuję Fundacji DKMS, że mogłem dzień oddania szpiku zapisać w swym kalendarzu jako jeden z naszczęśliwszych dni w swoim życiu. Przecież dając tak nie wiele, dajemy tak wiele.