Pokaż siłę i charakter

Tutaj nie ma przeszkód, żeby zostać Dawcą szpiku!

Runmageddon to ekstremalny bieg z przeszkodami, który zaraża pozytywną energią ludzi w całej Polsce. Już od ponad trzech lat Runmageddon wspiera misję Fundacji DKMS, organizując Dni Dawcy Szpiku podczas swoich wydarzeń. Wspólnie udało nam się zarejestrować już ponad 3000 potencjalnych Dawców szpiku, z czego już kilku z nich został Dawcami faktycznym i dali szanse na nowe życie Pacjentom potrzebującym przeszczepienia.

Gorąco zachęcamy do wzięcia udziału w biegach. Dobra zabawa i porządny wysiłek fizyczny gwarantowana :) Więcej informacji znajdziesz na https://www.runmageddon.pl/.

Runmageddon Charity - wystartuj z drużyną i pomóż!

Dzień Dawcy Szpiku | Runmageddon Gdynia

Sportowe wyzwanie, które pozwala nie tylko na zdobycie niezwykłych wspomnień i wielkiej satysfakcji, ale także na niesienie pomocy tym, którzy tego najbardziej potrzebują – tak w skrócie można zdefiniować Runmageddon Charity, czyli nowy projekt dedykowany firmom. Runmageddon Charity to nowość, w której do tej pory zdążyło wziąć udział prawie 250 osób z 13 różnych firm. Inicjatywa ta jest mocno związana z ideą Runmageddonu, która zawsze podkreśla, że pomoc to jedno z najważniejszych działań zarówno podczas biegu, jak i w życiu. Runmageddon Charity daje możliwość niesienia pomocy nie tylko na trasie. Firmy, które chcą wziąć udział w projekcie wybierają jedną, spośród kilku fundacji, na rzecz których Runmageddon przekazuje 20% wartości pakietu startowego. Wśród nich znajduje się również Fundacja DKMS. Runmageddon Charity to także fantastyczna okazja do integracji pracowników, którzy na trasie oprócz siły i charakteru, niejednokrotnie będą musieli nawiązać współpracę z innymi Uczestnikami. Dzięki temu nawiążą relację, która zaowocuje bardziej efektywną komunikacją w pracy. Firmy, które chcą wziąć udział w projekcie mają możliwość zakupu pakietu startowego na trzy rodzaje biegu w skali od najłatwiejszego do najtrudniejszego: Intro, Rekrut oraz Classic. Drużyna może składać się z dowolnej ilości osób, a startujący mogą wybrać serię, która najbardziej im odpowiada. Podstawowy pakiet może zostać wzbogacony między innymi o nadruki na koszulki, dedykowane tabliczki na mecie, specjalny pakiet zdjęć czy film z trasy. Ponadto, firma przez kolejny rok może umieszczać w swoich materiałach informację o tym, której fundacji udzieliła wsparcia. Więcej szczegółowych informacji można uzyskać na stronie www.runmageddon.pl/podejmij-wyzwanie-pomoz-innym oraz wysyłając zapytanie na maila charity@runmageddon.pl

Poznaj historię Aleksandra, który zarejestrował się na Runmageddon Wrocław i podarował cząstkę siebie

runmageddon

O Fundacji DKMS dowiedziałem się przez przypadek. Wstyd się przyznać, ale przedtem nie zastanawiałem się nad tą chorobą i koniecznością przeszczepów komórek macierzystych. Zarejestrowałem się po Runmageddonie we Wrocławiu. Dokładniej mówiąc po 12 km biegu mój tata pokazał mi namiot DKMS. Tam wolontariusze opowiedzieli mi o przeszczepach i po tym, nie było już innej opcji jak tylko się zarejestrować. Dopiero później kiedy trochę o tym poczytałem dowiedziałem się jaka to jest piekielna choroba. Koniec końców, w mojej ocenie, to moje całe prężenie mięśni na wszystkich moich treningach, zawodach czy biegach przełajowych traci jakikolwiek sens, jeżeli nie pomogę osobie, która bez mojej pomocy najprawdopodobniej umrze.

Zarejestrowałem się w maju 2017, a już w październiku tego samego roku dostałem telefon od DKMS, że jest człowiek, który potrzebuje mojej pomocy i czy dalej chcę uczestniczyć w tym programie. Wtedy najchętniej bym wstał i od razu pojechał we wskazane miejsce. Okazało się, że najpierw należy wykonać całą masę testów potwierdzającą zgodność z biorcą. Na końcu zostałem zaproszony do kliniki w Gliwicach na ostatnie badania na miesiąc przed oddaniem komórek macierzystych. Zrobili mi wtedy wszystkie możliwe badania. Wszystko to działo się bardzo szybko i sprawnie. Pani pielęgniarka prowadziła nas od gabinetu do gabinetu przez co nie czekaliśmy w kolejkach. Ta wyprawa kończyła się na badaniach u lekarza, który ostatecznie kwalifikował do przeszczepu. Wtedy czekaliśmy w kolejce razem z chorymi i tak na dobrą sprawę zrozumiałem jaką straszną chorobą jest białaczka. To wywołało u mnie determinację większą niż kiedykolwiek wcześniej. Po prostu nie było takiej siły na niebie i ziemi, która powstrzymałaby mnie od stawienia się w klinice miesiąc później na oddaniu komórek.

Pierwsze na co zwróciłem uwagę to niesamowita chęć pomocy wszystkich dookoła. Moim zdaniem ja zrobiłem najmniej. Ja tylko zrobiłem to co trzeba było. Nie było nikogo kto by mnie nie wspierał w tym jak tylko dowiedzieli się, że będę oddawał szpik. Na przykład podczas badania w Gliwicach lekarz stwierdził, że przed przeszczepem muszę usunąć ząb i to jak najszybciej, żeby wyeliminować jakiekolwiek powikłania. Dentysta wtedy przyjął mnie nie tyle nawet, że bez kolejki, ale czekał na mnie po pracy, bo utknąłem w korku. Pani kardiolog też dodatkowo wykonała mi wszystkie badania jakie tylko są możliwe, żeby rozwiać wątpliwości czy mogę być dawcą czy nie. Na pobraniu musiałem stawić się na tyle wcześnie, że nie zdążyłbym zjeść śniadania w hotelu, więc rano na recepcji czekał już na mnie prowiant na drogę. Nie mówiąc już o niesamowitym wsparciu rodziny. Każdy robił co tylko mógł żeby pomóc. Ja tylko zachowałem się jak trzeba.

Samo pobranie, wbrew ogólnej opinii, w ogóle nie jest bolesne. Istnieje przekonanie, że pobranie polega na wbijaniu ogromnej igły i to w sam środek kręgosłupa, to strasznie boli, i człowiek nigdy nie jest już tym samym człowiekiem. To oczywiście nieprawda. Komórki macierzyste pobrano mi metodą obwodową – generalnie pobierano krew z lewej ręki, przepuszczano przez separator komórkowy i po tym tą krew wtłaczano z powrotem do krwioobiegu przez prawą rękę. Bolało tyle co podłączenie wenflonów. Sam proces trwał ponad 5 godzin, więc po prostu był trochę nudny. Poza tym nie było żadnych nieudogodnień. Cały czas były z nami bardzo sympatyczne pielęgniarki, które bez przerwy upewniały się czy przypadkiem nie przestało nam być wygodnie.

Niesamowite jest to, że moje komórki macierzyste zostały wysłane aż do Ameryki. Biorcą okazał się mężczyzna w starszym wieku.