Historia Dawcy

Sławomir Bednarek - historia dawcy komórek macierzystych

22 Listopad 2019

Zawsze chciałem pomóc komuś jako dawca krwi lub szpiku. Niestety, dawcą krwi nie mogłem zostać ze względu na stale przyjmowane leki, ale mogłem komuś pomóc przekazując właśnie komórki macierzyste. Ale po kolei:

 

Do DKMSu zarejestrowałem się trochę przypadkowo - zamierzałem już kilka lat wcześniej, ale dopiero gdy dostrzegłem na siłowni  punkt promocyjny Fundacji postanowiłem zapytać, jak to wygląda. Uprzedziłem że jako astmatyk i "posiadacz" niedoczynności tarczycy raczej nie mogę zostać dawcą, ale okazało się, że nie wyklucza mnie to całkowicie. Cóż, w takim razie trzeba spróbować i zarejestrować się w bazie - pobranie próbek śliny z jamy ustnej, zapakowanie w kopertę, kilka formalności papierowych i gotowe. 
 
Prawie rok później, telefon z DKMS: "Udało się ustalić Pana zgodność tkankową z potencjalnym biorcą. Potrzebujemy dodatkowych badań potwierdzających tą zgodność". Bez wahania potwierdziłem swoją gotowość - aby potwierdzić te zgodność, musiałem udać się do jednego z laboratorium ustalonego z Fundacją i oddać próbkę krwi do badań. Późniejsze oczekiwanie na wynik badania miało potrwać do 3 miesięcy.
 
I tak było w moim przypadku - prawie równo po 3 miesiącach dostałem informację, że jest zgodność genetyczna w 100%. Pobranie miałoby nastąpić metodą aferezy, tj. z krwi. Oczywiście wielokrotnie byłem pytany czy nadal jestem gotowy być dawcą, przedstawiono mi całą procedurę. Kolejne potwierdzenie z mojej strony i ustalenie kliniki w której zostanę dokładnie przebadany i konkretnego dnia miałem pojawić się w tym miejscu o 7:00 rano - spotkanie z Panią Doktor, wyjaśnienie jak przebiegną badania, pobranie krwi, EKG, USG, RTG. Po badaniach zostałem poinstruowany jak przyjmować samemu zastrzyki z czynnikiem wzrostu.
 
Czynnik wzrostu zacząłem brać 5 dni przed pobraniem. Po raz pierwszy w życiu robiłem sobie zastrzyki samemu - można je spokojnie wykonywać, co nie jest bardzo trudne (pierwszy zastrzyk warto mieć zrobiony w gabinecie zabiegowym, aby zaobserwować swoją reakcję).

W moim przypadku, kolejne dni wiązały się z bólami kości, przede wszystkim plecy, miednica - te bolesności był przeze mnie odczuwane, ale raptem kilka dni można przetrwać wiedząc, że mogę komuś pomóc.
 
Nadszedł dzień pobrania - poranny, ostatni zastrzyk i wyjazd do kliniki. Podłączono mnie do aparatury i rozpoczęto procesy aferezy, który trwał kilka godzin. Obie ręce miałem podłączone na sztywno (nie mogłem wykonywać szerokich ruchów), na szczęście dla dawcy, może towarzyszyć w tym dniu bliska osoba, dlatego moja wspaniała narzeczona karmiła mnie w tym czasie i dbała, żeby czas ten miło przebiegł. :D  Sam proces oddawania nie jest bolesny, dwa wkłucia aby umieścić wenflon, przepływ krwi nie jest praktycznie odczuwalny. 
Okazało się, że mój szpik wytworzył ponad 2 razy więcej komórek macierzystych niż było potrzebne, dlatego pozostaną w "gotowości", gdyby potrzebne było ich dodatkowe użycie.
Po pobraniu otrzymałem telefon z DKMS - biorcą okazała się kobieta z zagranicy. Liczę na to, że moja genetyczna siostra będzie dzielnie walczyć i pokona białaczkę!