Wojciech Wojnowski

27 Wrzesień 2013

"Tak mało, a tak wiele”

I już po wszystkim. Od rejestracji dokonanej chyba bez większego pomyślunku (stwierdziłem, że jeśli znajdzie się ktoś w potrzebie, to i ja przełamię swój odwieczny lęk przed igłą) minęło nieco ponad 1,5 roku temu; przez telefon z informacją, że wysłano zapytanie, że trzeba zbadać krew, by potwierdzić zgodność (po 14 miesiącach); przez telefon z potwierdzeniem po kolejnych 3 tygodniach (to zabawne, ale dokładnie tego samego dnia moja siostra urodziła pierwsze dziecko); aż po samo oddanie komórek (wyjazd do Drezna w Dzień Ojca, powrót w 30 rocznicę ślubu moich rodziców).

Od początku dostawałem znaki, że zmierzam w dobrym kierunku. Od początku wiedziałem, że tak właśnie miało być. Dziś pamiętam już tylko łzę, która popłynęła po moim policzku, kiedy odebrałem po raz pierwszy telefon z DKMS.

Pamiętam pierwszy zastrzyk i odliczanie do 10, by wreszcie wbić igłę i wpuścić w swój brzuch życiodajny lek. Wspaniałych ludzi, tak różnych, ale połączonych jednym – ogromną miłością do drugiego człowieka. I telefon na koniec, z informacją o moim „genetycznym bliźniaku”. Ma 66 lat, może dlatego postanowiłem nazywać go moim genetycznym tatą. Zrobiłem co trzeba, teraz pozostało tylko trzymać kciuki, by dobra passa trwała dalej. By mój bliźniak z każdym dniem nabierał sił i wracał do zdrowia.

Już po wszystkim. Teraz myślę, że to w sumie nic wielkiego. Lekkie bóle pleców podczas zażywania leku, jakie zdarzały mi się czasem w przeszłości. Samo pobranie niewiele różniło się od zwykłego oddawania krwi (tyle tylko, że wkłucia były dwa, a wszystko trwało trochę dłużej). Niby nic wielkiego, a jednak tak ważne i tak bardzo potrzebne drugiemu człowiekowi, by któregoś dnia mógł zwyczajnie wyjść z domu i spacerować po parku, nie martwiąc się kolejną dawką chemii. Chyba trochę peszy mnie, gdy ktoś nazywa mnie teraz bohaterem. Zrobiłem co trzeba. Teraz pozostało trzymać kciuki za zdrowie człowieka, którego mam nadzieję, będzie dane mi kiedyś poznać. Cieszę się, że mogłem pomóc.

Na koniec wysyłam podziękowania dla wszystkich miłych ludzi, których miałem okazję poznać po drodze. Którzy wspierali mnie na każdym kroku. Dbali, by wszystko przebiegło bez przeszkód, odpowiadali na moje wszystkie, nawet zdawać by się mogło głupie pytania. Dzięki wam te kilka szczególnych dni upłynęło mi w bardzo miłej atmosferze.

…na pobranie wyjechałem w Dzień Ojca. Mam nadzieję, że mojemu nowemu, genetycznemu tacie spodoba się prezent.

O zdrowie biorcy będę mógł spytać po raz pierwszy dokładnie w dzień moich urodzin... może przypadek, a może...