Rafał Moczulak

16 Styczeń 2014

Kiedy w lutym 2011 roku wysłałem zgłoszenie rejestracji do bazy potencjalnych dawców nie spodziewałem się, że znajdę się w niewielkim odsetku osób, które w niecały rok później zostają dawcami.

Pod koniec stycznia, z odsypiania kolejnej nocki w pracy, wyrwał mnie telefon. W życiu nie spodziewał bym się, że numer, który właśnie do mnie dzwoni zmieni moje życie i da mi szansę podarować komuś najcenniejszy dar . Pani Zuzanna oświadczyła mi, że prawdopodobnie mam genetycznego bliźniaka, który właśnie teraz potrzebuje mojej pomocy.

Mocno zaskoczony bez chwili wahania potwierdziłem chęć pomocy i podtrzymałem zgodę na …. Właśnie na co? Dla mnie tak jak dla większości ludzi w naszym kraju to totalna niewiadoma, tak wtedy myślałem. Pełen obaw umówiłem się na wstępne badanie krwi. Wszystko odbyło się w mojej przychodni ,a czas jaki musiałem na to poświęcić to około 20 minut. Teraz pozostało tylko czekać na dalszy bieg wydarzeń. Oczekiwanie zamknęło się w okresie niecałych dwóch miesięcy, po tym czasie znowu telefon od pani Zuzanny i wiadomość bardzo przeze mnie oczekiwana. Mam swoją szansę - potencjalny biorca jest moim genetycznym bliźniakiem, a ja jestem zdrowy i teraz tylko moja chęć i troszkę poświęconego czasu może dać tej osobie szansę i nadzieję na lepsze jutro. Moja decyzja teraz nie mogła być inna, zgodziłem się oczywiście. Teraz już wiedziałem na co, czytałem o tym bardzo dużo, ludzie z Fundacji DKMS bardzo szczegółowo wyjaśnili mi na czym to wszystko polega i jak wygląda cała ta procedura.

Marzec był tym miesiącem, który na zawsze pozostanie mi w pamięci. Dwa dni trwały badania w klinice w Dreźnie. Rewelacyjna podróż w towarzystwie mojego taty i tłumacza Maćka (który jest niesamowitym człowiekiem obdarzonym rewelacyjnym poczuciem humoru),była czystą przyjemnością, hotel w Dreźnie, a następnego dnia rano badania. Miła, sympatyczna atmosfera sprawiła, że wszystko przebiegło bardzo szybko i bezstresowo. Personel kliniki jeszcze raz bardzo szczegółowo, za pośrednictwem Maćka, wyjaśnił mi całą procedurę. Miałem okazję wszystko dokładnie zobaczyć i ze wszystkim się zapoznać. Pani Doktor wyposażyła mnie w lek na wzrost komórek macierzystych (to takie bardzo niegroźnie wyglądające zastrzyki), przyjmuje się go samemu. Ja miałem to szczęście, że moja żona jest pielęgniarką i to właśnie ona troszkę się nade mną poznęcała. A tak naprawdę to wcale nie boli, a skutki uboczne to lekkie bóle kości, mięśni. Czujesz się jak w grypie, ale tabletka przeciwbólowa załatwia sprawę.

Dwa tygodnie później, znowu Drezno. Tym razem w towarzystwie mojej wspaniałej żony i oczywiście niezastąpionego Maćka. Dzień planowanego pobrania, godzina 8:00, bardzo wygodny fotel, dwa ukłucia w ręce, cztery godziny na tym wygodnym fotelu, zimna cola, film na dvd i koniec - tak wygląda metoda pobrania komórek macierzystych z krwi obwodowej. Proste i nieskomplikowane, moja żona prawie cały czas przy mnie, tak to wygląda. Reszta dnia po krótkim odpoczynku po zabiegu upłynęła nam na zwiedzaniu pięknego Drezna.

Bardzo zachęcam wszystkich do zarejestrowania się jako potencjalny dawca życia. To niesamowite i naprawdę nic nie kosztuje. Dziękuję wszystkim z Fundacji i oczywiście Maćkowi. Trzymam kciuki za mojego genetycznego Bliźniaka!!!