Agnieszka Zwiech

23 Listopad 2015

W bazie potencjalnych dawców zarejestrowałam się w 2012 roku i do teraz próbuję sobie przypomnieć, co mnie tknęło do podjęcia takiej decyzji i nie mam pojęcia, nie potrafię sobie przypomnieć. Czy ktoś znajomy mi o tym powiedział, czy gdzieś wyczytałam. Ale to jest mniej ważne, ważne jest, że się zapisałam.

W sierpniu tego roku otrzymałam telefon z Fundacji DKMS z informacją, iż mogę komuś pomóc, że znalazł się mój „genetyczny bliźniak”. Byłam w szoku, radość była ogromna. Odnośnie podjęcia decyzji nawet przez chwilę się nie wahałam. Po badaniach krwi oczekiwałam około 3 tygodni na potwierdzenie zgodności, aż w końcu zadzwonił telefon i poinformowano mnie, że mogę zostać dawcą. Oczywiście musiałam jeszcze przejść wszystkie badania wstępne. Badanie trwały parę godzin i dowiedziałam się, iż zostałam zakwalifikowana. Wiedziałam też, jaką metodą będę miała pobierany szpik. W moim przypadku pobranie miało być z talerza kości biodrowej. Zaplanowano mi termin przybycia do szpitala i termin pobrania. Niestety 3 dni przed planowanym przyjęciem na oddział rozchorowałam się… Całe dwa tygodnie robiłam wszystko żeby tylko się nie przeziębić i gdy już prawie cały proces miał się zacząć, dopadł mnie jakiś okropny wirus. Byłam zła na siebie i wszystko wokół. Lecz mimo to lekarz z kliniki, w której miałam mieć pobierany szpik powiedział, abym przyjechała i zadecydują co dalej. Dostałam antybiotyk, ale oczywiście leczyłam się również naturalnymi metodami, które są najlepsze. Cały proces został przesunięty jedynie o 2 dni, co ogromnie mnie ucieszyło. Kiedy zostałam już przyjęta na oddział, wiedziałam, że wszystko będzie dobrze. O dziwo się nie bałam, w przeciwieństwie do mojej mamy. Ale to zrozumiałe, rodzice zawsze się martwią w takich sytuacjach.

Wreszcie nadszedł dzień pobrania. Zostałam przygotowana do zabiegu. Gdy już zostałam zabrana na blok operacyjny, dostałam ogólne znieczulenie więc można się spodziewać, że nic mnie nie bolało, ponieważ spałam i nic nie pamiętam;). Dużo osób boi się bólu, który towarzyszy pobraniu co jest mitem ponieważ wszystko jest robione pod narkozą. Miałam ją po raz pierwszy w życiu, dobrze się czułam po wybudzeniu, nie było żadnych komplikacji. Jedyne o czym myślałam przez kilka następnych godzin po zabiegu, to kiedy w końcu będę mogła coś zjeść.

Największą radość sprawił mi jednak telefon z DKMS, kiedy dostałam następujące informacje: płeć, wiek oraz państwo, z jakiego pochodzi biorca. Okazało się, że jest nim mała dziewczynka z Włoch. Po 3 miesiącach będę mogła otrzymać informacje o stanie jej zdrowia. Uczucia, które w tym momencie mi towarzyszyły, są nie do opisania. Pisząc to, nawet w tym momencie mam łzy w oczach. Świadomość, że mogę uratować tak małej istocie życie, jest czymś najcudowniejszym.

Dlatego zachęcam każdego, kto może, na zarejestrowanie się jako potencjalny dawca w bazie Fundacji DKMS.

Następnego dnia zostałam wypisana ze szpitala. Dostałam legitymację oraz można powiedzieć, że medal " Dawcy Przeszczepu". Czułam ogromną wdzięczność innych ludzi za to, że oddałam szpik i tym samym pomogłam osobie chorej.

Ty też możesz oddać komuś cząstkę siebie.

A to naprawdę może komuś uratować życie, co jest najcenniejszym darem.