Jakub Marędziak

25 Wrzesień 2015

Dzień jak co dzień, śniadanie, prysznic i do pracy. Kolejny dzień podobny do każdego poprzedniego. A jednak, w tym dniu otrzymałem wiadomość, która odmieniła wszystko. Telefon z fundacji DKMS, którego w pierwszej chwili nie mogłem odebrać. Dzwonił nieznany numer, pomyślałem, że dzwoni pewnie operator komórkowy lub znowu dzwonią z jakiegoś banku z propozycją kredytu, czyli nic ważnego, pewnie większość z was pomyślałaby tak jak ja. Lecz tym razem było inaczej, a oznajmiła mi to wiadomość SMS od fundacji z prośbą o pilny kontakt oraz zdanie, które zapadło w mojej pamięci:
„Jest pacjent, któremu może Pan bardzo pomóc.”
Nigdy w życiu nie czułem się tak jak w momencie przeczytania tej wiadomości, w oczach niedowierzanie, a na twarzy uśmiech od ucha do ucha. Bez zastanowienia, wykręciłem numer i oddzwoniłem do fundacji. Pan Andrzej przekazał mi wszystkie informacje, w tym momencie byłem tak podekscytowany, że jedyne, co potrafiłem powiedzieć, to „tak, tak, tak zgadzam się!”

Od tego momentu wszystko potoczyło się bardzo szybko i sprawnie. W dwa dni od pierwszego telefonu już byłem umówiony na pierwsze oddanie krwi do typizacji potwierdzającej zgodność z biorcą.

Po dwóch tygodniach od pobrania krwi oraz wypełnieniu ankiety medycznej kolejny telefon z fundacji, że wszystko jest dobrze i informacja o wyznaczonym terminie badań wstępnych oraz pobrania. W tym momencie dotarło do mnie, że wszystko to dzieje się naprawdę, mogę komuś pomóc.

Nadszedł dzień badań wstępnych, również dla mnie wycieczka do Warszawy. Badania odbyły się w szpitalu na Banacha, gdzie poznałem fantastycznie pozytywny personel medyczny. Badania odbyły się bardzo sprawnie i już w południe mogłem wracać do domu. Wstępne wyniki wypadły bardzo dobrze, wręcz podręcznikowo, co mnie uszczęśliwiło. Jedyne co pozostało, to czekać na szczegółowe wyniki badań krwi.

Po kilku dniach, kiedy robiłem codzienne zakupy, zadzwonił telefon. To DKMS, przestraszyłem się, że coś może być nie tak, serce zaczęło bić jak oszalałe. Pani Monika zadzwoniła, by przekazać mi dwie informacje. Poinformowano mnie, że moje wyniki są jak najbardziej prawidłowe, lecz pacjent potrzebuje troszkę więcej czasu na przygotowanie do przeszczepienia i z tego powodu trzeba przesunąć termin pobrania komórek macierzystych. W głębi serca wiedziałem, że biorca się nie podda. Ja starałem się robić wszystko co w mojej mocy, aby cały ten proces się udał i nie wiem dlaczego, ale poczułem wtedy, że biorca naprawdę walczy o swoje zdrowie.

Nareszcie nadszedł długo oczekiwany dzień, dzień pobrania komórek macierzystych. Pobranie odbyło się, tak jak badania wstępne w szpitalu na Banacha w Warszawie. Nigdy nie czułem się tak pozytywnie nakręcony do działania jak właśnie wtedy. Szybkie śniadanie i z nieschodzącym uśmiechem z twarzy stawiłem się w klinice na pobranie. Pobranie komórek macierzystych w moim przypadku odbyło się z krwi obwodowej.

To niewiarygodne, że tak niewiele trzeba by zrobić tak wiele. Te kilka godzin upłynęło bardzo, bardzo szybko.

Historia podobna do każdej innej, do każdej historii dawcy. Lecz jest coś, co zmieniło mój pogląd na całą sprawę. Jest to fakt, że mentalność młodych ludzi się zmienia, że dzięki fundacji stają się bardziej świadomi tego, że tak łatwo jest dać komuś szansę i nadzieję na zdrowe życie.

Piękne jest to, że dawców z dnia na dzień przybywa, codziennie stawiają się na badania kontrolne i robią to wszystko z dobroci serca. Oglądając to wszystko od środka, wiara w ludzi powraca. To dzięki ludziom takim jak potencjalni dawcy, czy już realni dawcy komórek macierzystych, ten świat z dnia na dzień staje się lepszy.

W tym miejscu na ogromne podziękowania zasługuje cała ekipa Fundacji DKMS, to dzięki wam ludzie, którzy borykają z rakiem krwi odnajdują szansę i nadzieje na zdrowe, długie życie.