Historia Dawcy

Bartłomiej Ferner - Dawca komórek macierzystych

 Komórki macierzyste oddałem kilka tygodni temu i bardzo bym chciał aby mój bliźniak wyzdrowiał i wrócił do normalnego życia. 

Ostatnia aktualizacja: 08.04.2021

Chciałbym się podzielić z Wami pewną historią.

W czerwca ubiegłego roku moja koleżanka Małgosia zamieściła post na Facebooku, że poszukuje bliźniaka genetycznego. U Małgosi zdiagnozowano chorobę nowotworową krwi i konieczny był przeszczep szpiku. Już wcześniej słyszałem o możliwości zostania Dawcą, ale jakoś nigdy nie miałem okazji ani sposobności aby zarejestrować się w bazie. Sytuacja się zmieniła gdy przeczytałem o chorobie Gosi. Wierzcie mi, że zupełnie inaczej jest, gdy dowiadujecie się o chorobie osoby którą znacie. Od razu wiedziałem, że chcę pomóc i zarejestrowałem się w bazie Fundacji DKMS.

Rejestracja była banalnie prosta, pocztą dostałem pakiet rejestracyjny, zrobiłem wymaz z policzka i odesłałem. I wiecie co? Po kilku miesiącach od rejestracji, dokładnie 30 grudnia 2020 otrzymałem telefon z Fundacji DKMS, że mam bliźniaka genetycznego, który teraz potrzebuje mojej pomocy. Dokładnie tak, zostałem wytypowany jako zgodny Dawca z konkretnym Pacjentem chorym na białaczkę. Oczywiście byłem zwarty i gotowy do pomocy.

Po wypełnieniu ankiety medycznej, jeszcze raz pobrano mi krew. Potem ruszyła lawina dodatkowych badań, żeby sprawdzić czy oby na pewno jestem zdrowy: test na COVID-19, EKG, USG wszystkich narządów, rentgen płuc, morfologia, mocz, ciśnienie, wywiad lekarski. Zostałem bardzo dokładnie przebadany i pewnie części z tych badań nigdy bym nie zrobił. Warto wspomnieć, że wszystkie badania były koordynowane przez Fundację DKMS. Osoba koordynująca umawiała mnie na badania w dogodnej dla mnie lokalizacji. Podczas badań miałem zwolnienie lekarskie z pracy płatne 100% (tak samo jak podczas oddania komórek macierzystych). Na szczęście wszystkie etapy przeszedłem pozytywnie i mogłem zostać Dawcą.

Emocje i poczucie odpowiedzialności jakie wtedy mi towarzyszyły były wręcz nie do opisania. Na kilka dni przed pobraniem komórek macierzystych robiłem sobie zastrzyki w brzuch z tzw. czynnikiem wzrostu (chodziło o to, aby mój szpik został ‘pobudzony’ i wytworzył więcej komórek którymi miałem się wkrótce podzielić ze swoim bliźniakiem). Robienie zastrzyków to prosta czynność i praktycznie bezbolesna. Samo pobranie komórek macierzystych z krwi obwodowej (jak było w moim przypadku) trwało około 4h i przypominało trochę pobranie krwi, a główną niedogodnością było siedzenie przez tyle czasu na fotelu.

Komórki macierzyste oddałem kilka tygodni temu i bardzo bym chciał aby mój bliźniak wyzdrowiał i wrócił do normalnego życia. Bardzo się cieszę, że mogłem podarować komuś cząstkę siebie, jest to niesamowite uczucie. W tej całej historii niesamowite jest również to, że Gosia o której pisałem na początku, również znalazła bliźniaka genetycznego. Więc jest to historia z podwójnym happy end-em. 😊

Z tego miejsca, jeszcze raz chciałbym Was wszystkich zachęcić do rejestracji w bazie Fundacji DKMS. W życiu są pewne rzeczy, których nie kupimy za żadne pieniądze a tą niewielką cząstką nas samych możemy dać komuś szansę na życie.

Ty też możesz uratować komuś życie!