Joanna Kaźmierczak - Dawczyni szpiku

Ostatnia aktualizacja: 03.03.2021

W bazie DKMS rejestrowałam się w grudniu 2016 roku na turnieju mikołajkowym w szkole mojego syna. W maju 2020, dokładnie w Dzień Matki zadzwonił telefon z DKMS. Miły Pan poinformował mnie, że jestem zgodna z pacjentem, który potrzebuje mojego szpiku.

Pierwszą myślą było, Boże żebym była zdrowa, nie miała żadnej ukrytej choroby. Po wstępnej ankiecie medycznej, po paru dniach musiałam się stawić na pobraniu krwi w moim mieście. Długo nie czekałam na kolejny telefon. Moje geny są 100% zgodne z biorcą. Pan z DKMSu wszystko mi wyjaśnił, nie było z niczym problemu, w razie pytań zawsze pod telefonem. Zostałam zakwalifikowana do badań wstępnych. Badania te zostały przeprowadzone w najbliższej klinice od miejsca mojego zamieszkania.

Emocje zaczęły się dopiero, gdy dostałam telefon z kliniki, że jestem zdrowa i w niedługim czasie mam się stawić na oddziale na pobranie szpiku z talerza kości biodrowej. W dobie koronawirusa dbałam o siebie jak nigdy, żeby ten paskudny wirus nie przeszkodził w pobraniu. W dzień przyjęcia do kliniki test na COVID-19 wyszedł negatywnie i wtedy już wiedziałam, że się uda, że realnie pomogę mojemu bliźniakowi genetycznemu. Najbardziej bałam się wybudzenia po narkozie...nie potrzebnie :). Po wybudzeniu i przewiezieniu na salę spałam do 12. Następnie wstałam, poszłam do łazienki a o 13 jadłam już szpitalny obiad.

Czy czuję się bohaterem? Nie. Po prostu pomogłam.

Bohaterem jest ten mały człowiek do którego trafił mój szpik, który walczy z chorobą krwi a jeśli wygra tą wojnę a wierzę, że tak, to będzie superbohaterem. Cały czas trzymam kciuki, żeby się udało i czekam na telefon, że jest dobrze. Chociaż wiem, że przed małym wojownikiem jeszcze daleka droga. Ale wierzę, że będzie dobrze.

Ty też możesz uratować komuś życie!
Ta strona została zaktualizowana. Prosimy odśwież ją.