Agata Świderska - HISTORIA DAWCY KOMÓREK MACIERZYSTYCH

17 Grudzień 2018

Cześć.

Nazywam się Agata, we wrześniu oddałam komórki macierzyste z krwi obwodowej kobiecie chorej na nowotwór krwi.

Moja historia z Fundacją DKMS zaczęła się nietypowo, ponieważ krótko byłam potencjalnym dawcą.

Do Fundacji DKMS zapisałam się w kwietniu 2018r. a pierwszy telefon zadzwonił już na początku czerwca. Myślałam, że znów dzwonią z jakąś ofertą ale sprawdzając pocztę wieczorem zobaczyłam, że był to telefon z Fundacji DKMS - nie dowierzałam. Oddzwaniając dowiedziałam się, że komuś jestem potrzebna - mojemu bliźniakowi genetycznemu. Oczywiście się zgodziłam. Po zakończeniu rozmowy popłakałam się ale to były łzy szczęścia. Później badania potwierdzające moją zgodność z biorcą. I po 8 tygodniach zadzwonił telefon, że mogę oddać szpik i jaką metodę wybrała klinika biorcy.

Wreszcie badania w Warszawie, które miały całkowicie określić mój stan zdrowia i wytłumaczenie jak przyjmować Neupogen w formie zastrzyków oraz rozwiać moje wątpliwości. Od tego momentu cały czas myślałam o bliźniaku i nadal myślę. Przyszedł czas kiedy musiałam sama wstrzyknąć sobie lek, oczywiście można też udać się do przychodni. Igła była bardzo mała i wcale nie bolało. Skutków po zastrzykach prawie żadnych może trochę bolał mnie kręgosłup i czułam się osłabiona.

Nadszedł mój najszczęśliwszy dzień w którym mogę komuś pomóc. Pobranie trwało 4 godziny leżąc na fotelu czas minął bardzo szybko w miłym towarzystwie, wcale nie bolało może tylko trochę wkucie wenflonów w obie ręce. Wracając do domu dostałam telefon od koordynatora, który poinformował mnie o płci, wieku i kraju pochodzenia biorcy. Mam nadzieje, że pomoże to mojej bliźniaczce genetycznej. Dla mnie to nic takiego nie czuje się bohaterką. Zachęcam wszystkich do rejestrowania się w bazie potencjalnych dawców szpiku, ponieważ możemy uratować komuś życie lekiem który nosimy w sobie.

Gdyby jeszcze raz zadzwonił telefon zgodziłabym się bez wahania.

Bo warto pomagać.