Historia Dawcy

Andrzej Wac - historia dawcy komórek macierzystych

21 Maj 2019

Początkowo nie chciałem opisywać swojego doświadczenia związanego z oddawaniem komórek macierzystych. Skłoniła mnie jednak do tego reakcja osób, z którymi rozmawiałem – w zdecydowanej większości były przekonane, że odbywa się to poprzez nakłucie kręgosłupa. Nie jest tak źle… :) 
Kilka lat temu zarejestrowałem się w bazie DKMS jako potencjalny dawca szpiku. W pierwszej połowie roku dostałem informację o tym, że zostałem wytypowany jako zgodny dawca z konkretnym pacjentem chorym na białaczkę i zapytany czy podtrzymuję wyrażoną wcześniej chęć pomocy. Przeczytałem jeszcze raz o procedurach i możliwych konsekwencjach, wypełniłem niezbędne dokumenty i zostałem skierowany na badanie krwi.
Potwierdziło ono zgodność genetyczną, niestety stan pacjenta uległ zmianie i lekarze nie byli w stanie stwierdzić, kiedy i czy w ogóle pacjent będzie gotowy na przeszczepienie komórek macierzystych.
Na szczęście już po kilku dniach odebrałem telefon z fundacji z informacją o możliwości kontynuacji procesu. Zostałem wówczas poinformowany o metodzie pobrania komórek macierzystych – miało się to odbyć przez pobranie krwi (afereza). Krew jest pobierana z jednej ręki, materiał przeszczepowy jest odfiltrowywany w specjalnej maszynie, po czym krew wraca do drugiej ręki.
Zostałem skierowany na kompleksowe badania w miejscowości w której mieszkam, one również zakończyły się pomyślnie.
 
Już dwa tygodnie po badaniu mogłem udać się na oczekiwane pobranie komórek macierzystych. Przez kilka wcześniejszych dni otrzymywałem zastrzyki z czynnikiem wzrostu - na pierwszy zgłosiłem się do przychodni, kolejne robiłem sam, mimo braku doświadczenia okazało się to bardzo proste. Dzięki temu komórki macierzyste ze szpiku uwolnione zostały do krwi.
W dniu pobrania zostałem otoczony serdeczną opieką wykwalifikowanego personelu kliniki, w której odbywał się zabieg. Jest on zupełnie bezbolesny, jeśli nie liczyć dwóch nakłuć igłą niezbędnych do założenia wenflonów w obu rękach. Proces pobierania komórek trwał 3 godziny, następnie czekałem na wyniki badania pobranego materiału. Gdyby okazało się, że pobrano niewystarczającą ilość komórek – następnego dnia powtórzylibyśmy pobranie. Nie było to konieczne i mogłem od razu wrócić do domu. Dowiedziałem się wtedy również, że moje komórki powędrują do dorosłej kobiety z Niemiec.
Uczucie, które towarzyszy oddawaniu komórek ciężko opisać. Wspaniałe jest to, jak niewiele trzeba zrobić, aby dać innej osobie życie pozbawione choroby i bólu.

Polecam każdemu rejestrację!

Dajmy innym cząstkę siebie.