Historia Dawcy

Aneta Kowalewska - historia dawczyni komórek macierzystych

30 Wrzesień 2020

W bazie DKMS zarejestrowałam się niecały rok temu. To był impuls. Znajoma szukała dawcy szpiku dla swojego chorego synka. Widziałam jej bezradność, cierpienie, strach. Bardzo chciałam pomóc. Prawdopodobieństwo znalezienia dawcy wynosi 1:20000, a w rzadkim genotypie nawet 1 do kilku milionów. Zarejestrowałam się, licząc na cud, z nadzieją, że to może właśnie ja okażę się być "bliźniakiem genetycznym". To nie byłam ja, ale na szczęście dawca się znalazł. Minęło kilka miesięcy...
 
To był leniwy poniedziałek, późne śniadanie, kawa, zadzwonił telefon: "Czy jest Pani gotowa podarować komuś szansę na życie?". Nagle czas się zatrzymał. Ktoś chory na białaczkę potrzebował mojej pomocy. Nie zastanawiałam się ani chwili, odpowiedź była prosta: "Tak, wchodzę w to". Szok, łzy w oczach, ciary, lawina emocji. Nie mogłam uwierzyć w to, co się dzieje. Tylko 1% potencjalnych dawców zostaje faktycznym dawcą w ciągu pierwszego roku od rejestracji. Stał się cud. Czekała mnie seria badań, potwierdzenie zgodności, minęły ok. 3 miesiące zanim nadszedł dzień pobrania krwiotwórczych komórek macierzystych (szpiku).
 
Cały czas myślałam o tej osobie, bałam się o jej stan zdrowia, wiedziałam, że przechodzi ciężką chemię, martwiłam się, czy wszystko się uda. Pobranie trwało 4 godziny, było zupełnie bezbolesne i bezpośrednio po zabiegu mogłam wyjść ze szpitala. W moim przypadku wybrano metodę pobrania z krwi obwodowej. Byłam osłabiona, bolała mnie głowa, ale to było nic w porównaniu z tym, co przechodził mój "bliźniak". Już po wszystkim dostałam informację, że moje komórki poleciały do Wielkiej Brytanii, by pomóc małej dziewczynce.
 
Na świecie zarejestrowanych jest ponad 36 mln potencjalnych dawców szpiku, w samej Polsce - ponad 1,7 mln, a mimo to co piąty pacjent nadal nie znajduje swojego "bliźniaka". Nie wyobrażam sobie, co by było, gdybym nie zarejestrowała się w bazie. Prawdopodobnie ta dziewczynka nie znalazłaby dawcy, nie dostałaby szansy na życie. Przy nowotworach krwi w wielu przypadkach nie chodzi o zbiórki pieniędzy na drogie leczenie, bo najcenniejszy lek mamy w sobie. Tu chodzi o to, czy zdecydujemy się zarejestrować w bazie i w razie potrzeby podarujemy tę cząstkę siebie. Prawdopodobieństwo zostania faktycznym dawcą jest bardzo małe, ale być może to właśnie na Ciebie ktoś czeka i dla kogoś możesz stać się światełkiem w tunelu.
 
Nie wiem, czy kiedykolwiek będę miała możliwość poznać moją "bliźniaczkę", jej rodzinę, ale w moim sercu już zawsze będzie miała swoje miejsce. Leczenie białaczki to proces, po przeszczepie musi minąć trochę czasu. Wiem, że teraz jest trudny czas, ale wierzę, że będzie dobrze. Walcz Maleńka! 

 

Nie ma większego osiągnięcia niż uratowanie komuś życia.

Zachęcam Was do zarejestrowania się w bazie, to nic nie kosztuje, zajmie tylko kilka minut. Być może moja historia stanie się impulsem dla kogoś z Was.