Anna Mierzejewska

27 Czerwiec 2018

Moja historia z DKMS..

Czesć jestem Ania mam 22 lata. Oddałam szpik metodą aferezy krwi i chciałam się z Wami podzielić moją przygodą z Fundacją DKMS.

Moja historia z DKMS zaczęła się ok. 3 lat temu, kiedy w mojej miejscowości została zorganizowana akcja pomocy dla pewnej dziewczyny. Decyzję o zarejestrowaniu się w bazie dawców podjęłam od razu. Kiedy nadszedł dzień akcji zgłosiłam się by oddać próbkę krwi. Pamiętam, że wtedy zgłosiło się bardzo dużo osób. Po jakimś czasie dostałam kartę dawcy, wtedy nie zdawałam sobie sprawy, że ktoś może zadzwonić do mnie z informacją, że ktoś potrzebuje mojej pomocy. Jednak po 2 latach dostałam pierwszy telefon z Fundacji DKMS , że znalazła się osoba której mogę pomóc. Byłam bardzo szczęśliwa i od razu wiedziałam że moja odpowiedź na wszystkie pytania brzmi: „Tak podtrzymuję moją decyzję i chcę pomóc..” Pan Łukasz z DKMS skierował mnie wtedy na pierwsze badania krwi, które musiałam zrobić. Po wszystkich wstępnych procedurach dostałam telefon, że jest zgodność lecz stan pacjenta się pogorszył.. Było mi wtedy smutno, często myślałam o tym jak ten Ktoś się czuję i co będzie dalej z jego zdrowiem, bo przecież wszystko mogło się zdarzyć. Mijały kolejne miesiące, gdy dostałam kolejny telefon z fundacji w którym poinformowano mnie, że stan zdrowia pacjenta nadal nie jest stabilny oraz zwalniają mnie z rezerwacji dla tego pacjenta. Myślałam, że to już koniec i nie uda mi się pomóc.

Mijały kolejne miesiące, powoli zapominałam o tej całej sytuacji i żyłam dalej.. W maju tego roku zadzwonił telefon, Pani z Fundacjii zapytała czy nadal podtrzymuję swoją decyzję i chcę pomóc ,więc bez wahania powiedziałam: „Tak potwierdzam”. Po przekazaniu mi dalszych informacji zostałam skierowana na badania wstępne . Przyznaję trochę się stresowałam tym wszystkim , ale byłam szczęśliwa, że w końcu komuś pomogę. Wszystko poszło dobrze. Dostałam do domu „pakiet” zastrzyków, które musiałam sobie podawać 2 razy dziennie przez 4 dni.. Niestety efekty uboczne odczuwałam, czułam się źle po tych zastrzykach. Nadszedł czas wyjazdu do kliniki, dzień wcześniej zameldowałam się w hotelu gdzie nocowałam, gdyż na drugi dzień wcześnie rano musiałam złosić się na pobranie szpiku. Po zgłoszeniu się na oddział gdzie przywitały mnie sympatyczne pielęgniarki zostałam podłączona do aparatury. Panie pielęgniarki sprawiły, że te 6 godzin minęły dosyć szybko, w miłej atmosferze i bezboleśnie :)  Oczywiście udało się pobrać dużą ilość szpiku, który był potrzebny.

Po kilku godzinach od pobrania dostałam telefon z DKMSu z podziękowaniami i informacją dla kogo oddałam szpik, był to mężczyzna w podeszłym wieku. Byłam bardzo szczęśliwa, że otrzymałam ten telefon. Teraz czekam na dalsze informacje o losach mojego bliźniaka genetycznego. I tak właśnie zaczęła się moja przygoda z Fundacją DKMS. Pamiętaj pomożesz bo możesz, masz to w genach ... :)