Historia Dawcy

Bartłomiej Szczesny - historia dawcy komórek macierzystych

14 Listopad 2019

Moja przygoda z DKMS zaczęła się w 2017r., kiedy to żona zmobilizowała mnie do rejestracji w bazie potencjalnych dawców. Sama w DKMS jest już 10 lat. Rejestracja jest prosta. Przysyłają pakiet, wypełniasz dokumenty oraz pobierasz wymaz zgodnie z załączoną instrukcją. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że ta rejestracja odmieni moje życie i sposób jego postrzegania. Informacje o tym, że jestem zgodny i mój bliźniak genetyczny mnie potrzebuje otrzymałem od żony w październiku tego roku. Mianowicie przy natłoku pracy nie odbierałem telefonu, wówczas koordynatorzy zadzwonili do żony. I to ona poinformowała mnie, że mogę komuś uratować życie. 

Od tego momentu stres, ciekawość, niepokój i podekscytowanie nie opuszczało mnie aż do dnia oddania szpiku.Nigdy wcześniej nie czekałem tak zniecierpliwiony na telefon jak tamtego ranka kiedy miała zadzwonić Pani z DKMS. Rozmowa była długa, aczkolwiek dla mnie jasna i zrozumiała. Już wtedy były ustalone wszystkie daty, kiedy badania wstępne oraz kiedy miałoby się odbyć pobranie szpiku. Biorca potrzebował szybkiej interwencji więc i działania musiały iść sprawnie. 

 

Badania wstępne potwierdziły, że jestem zdrowy i procedura odbędzie się w ustalonym wcześniej terminie. Zostałem zatem zakwalifikowany do oddania szpiku z krwi obwodowej tj. metoda aferezy. Teraz już wystarczyło przyjmować zastrzyki dzięki którym mój organizm mógł wyprodukować wystarczającą ilość komórek.Badania oraz pobranie odbyło się kilkaset kilometrów od mojego miejsca zamieszkania, a zaangażowanie DKMS, organizacja noclegu, posiłków itd było wzorowe. 

Drogi przyszły dawco!!! To nic nie kosztuje, tutaj naprawdę wystarczą chęci i poświęcony czas! 

W dniu pobrania mogła być ze mną żona, razem więc podekscytowani udaliśmy się do kliniki ze świadomością, że właśnie idziemy ratować komuś życie. Atmosfera podczas zabiegu niesamowicie przyjazna, a samo pobranie bezbolesne. Woreczek się napełniał a ja wiedziałem, że oddaje cząstkę siebie. Nigdy nie wiemy, czy my bądź nasi bliscy, nie będziemy potrzebować pomocy w przyszłości. 
Kilka godzin po pobraniu dostałem telefon z fundacji ,,Panie Bartłomieju, pomógł Pan dorosłemu mężczyźnie z Niemiec. Oczy wypełniły się łzami. A może ten mężczyzna ma dzieci, jak ja. Być może wnuki ... plany na przyszłość, marzenia. 

Mój bliźniaku! Trzymam za Ciebie kciuki, czekam na dawkę dobrych wieści! Jestem z Tobą myślami! 

Apeluję do wszystkich, którzy miewają wątpliwości, rejestrujcie się w bazie DKMS, to nic nie kosztuje, nie boli (no chyba że ktoś bóle grypowe przy przyjmowaniu czynnika nazywa bólami? Wtedy pomyślcie sobie co przechodzi biorca!).
Od tamtego dnia bardziej szanuję życie. Doceniam jeszcze mocniej jakie mam szczęście, że jestem zdrowy, że mam rodzinę, dom, pracę, marzenia. Doceniam to, że było mi dane doświadczyć tej całej sytuacji. 

Nie wiem czy jest coś cenniejszego od podarowania komuś szansy na nowe życie?!

Ja mogłem to zrobić i pomogłem. Pomóż komuś i Ty!!!!