Beata Łanowy

27 Wrzesień 2013

Moja historia rozpoczęła się w 2010 roku. Dostałam smsa od koleżanki z prośbą o rejestrację w Fundacji DKMS. Szukano wtedy szpiku dla Adama Darskiego. Pomyślałam, że skoro jestem zdrowa to dlaczego nie miałabym komuś pomóc.

Zarejestrowałam się przez Internet jako potencjalny dawca szpiku, ale nie spodziewałam się, że to właśnie ja mogę zostać dawcą, tym bardziej jak przeczytałam, że szukanie szpiku dla chorej osoby to jak szukanie igły w stogu siana…

Ale tak się stało. Pod koniec października zadzwonił do mnie Pan Andrzej z Fundacji DKMS z pytaniem „Czy nadal podtrzymuję gotowość zostania dawcą komórek macierzystych?". Nie mogłam w to uwierzyć, że to właśnie ja mogę uratować komuś życie, oczywiście bez zastanowienia odpowiedziałam "Tak". Podczas dalszej rozmowy dowiedziałam się wszystkich szczegółów pobrania i już kilka dni później w najbliższej przychodni oddałam próbki krwi do typizacji potwierdzającej.

Następnie sprawa ucichła, zaczęłam tracić nadzieję. N nie mogłam już wytrzymać i napisałam do Fundacji DKMS czy już coś wiadomo? Otrzymałam e-maila z informacją, że badania nadal trwają. Uzbroiłam się więc w cierpliwość i nadal czekałam. Po około miesiącu dostałam telefon od Pani Magdy Wilk z informacją, że badania się potwierdziły i będę dawcą. Radość była ogromna, chyba nie do opisania. Nadal nie mogłam uwierzyć, że to właśnie ja mogę komuś pomóc. Pani Magda poinformowała mnie, że lekarz zdecydował się na druga metodę, czyli pobranie szpiku z kości biodrowej (nie rdzenia kręgowego!). Komórki macierzyste pobierane są pod pełną narkozą za pomocą igły punktowej z tylnej części kości biodrowej.

Po dwóch tygodniach udałam się do Warszawy na badania, które przebiegły w bardzo miłej atmosferze. Z tego miejsca dziękuję Pani Kasi, która tak cudownie się mną zaopiekowała i dzięki niej badania przebiegły bardzo szybciutko. Termin pobrania został ustalony. Nie mogłam się doczekać tego dnia. Dzień przed pobraniem wraz z moją przyjaciółką Eweliną udałam się do Warszawy. Gdy przyszedł poranek pobrania oczywiście troszkę się bałam, bo był to mój pierwszy zabieg pod narkozą. Ale świadomość, że ratuję komuś życie doprowadziła do tego, że uśmiech nie schodził mi z twarzy. Całego zabiegu nie pamiętam. Obudziłam się na sali pooperacyjnej. Zastanawiałam się czy zabieg w ogóle się odbył, bo nic mnie nie bolało, czułam się bardzo dobrze. A już na trzeci dzień poszłam do pracy.

Zaraz po zabiegu zadzwoniła Pani Magda z pytaniem jak się czuję, czy wszystko jest dobrze i czy chcę wiedzieć kto jest biorcą. Oczywiście chciałam wiedzieć. Okazało się, że moim „bliźniakiem genetycznym” jest kobieta w wieku 50 lat. Od razu pomyślałam o mojej mamie, która właśnie niedługo kończy 50 lat. Może ta Pani ma dzieci w moim wieku? I gdyby nie ja mogłaby nie dostać szansy na życie. Tak się cieszę, że mogłam jej pomóc. Wierzę, że mój "genetyczny bliźniak" poradzi sobie i wygra walkę z chorobą. Życzę tej kobiecie tego z całego serca i trzymam mocno za Nią kciuki. Trudno uwierzyć, że ja, dwudziestokilkuletnia dziewczyna, oddając niewielką cząstkę siebie, mogłam jej pomóc.

Dziękuję wszystkim z Fundacji DKMS, całemu personelowi w szpitalu, moim znajomym, którzy przez ten cały okres byli ze mną, Ewelince, że była ze mną w Warszawie i wzorowo się mną opiekowała po zabiegu. Jesteście wszyscy kochani.

Wystarczy tak mało, żeby dać szansę drugiej osobie na nowe życie. Dlatego zachęcam wszystkich do rejestracji, zajmie Wam to 5 minut. Wystarczy wejść na stronę www.dkms.pl, wypełnić formularz i spokojnie czekać na paczkę z patyczkiem, którym należy zrobić wymaz z policzka i odesłać na adres Fundacji DKMS. A może właśnie gdzieś na świecie jest Wasz „genetyczny bliźniak”, który potrzebuje Waszej pomocy?

Była to jedna z najlepszych decyzji w moim życiu, nie żałuję niczego, a tym, którzy się jeszcze zastanawiają powiem, że warto dla tych chwil żyć. Jest to uczucie nie do opisania. Oddanie szpiku było jedną z najlepszych rzeczy, która mogła przytrafić się w moim życiu. Jestem bardzo szczęśliwa.