Adam Żyradzki

27 Kwiecień 2015

Mam na imię Adam i chciałbym opowiedzieć moją historię, która zaczęła się pewnie jak wiele innych. Pewnego dnia, a było to w grudniu 2012r., siedząc przed komputerem przeglądając oferty pracy, bo byłem bezrobotny, natrafiłem na stronę DKMS. Poczytałem i postanowiłem zapisać się. Dostałem pakiet i pałeczki do pobrania wymazu, który pobrałem i odesłałem.

Parę miesięcy czekania, aż do listopada 2014, kiedy dostałem telefon od pani Barbary, że chyba będę dawcą i czy jestem gotowy. Oczywiście potwierdziłem swoją gotowość. W miejscu zamieszkania robiłem pierwsze badania, które przeszedłem pomyślnie.

W lutym 2015 miałem jechać do Krakowa, ale dostałem telefon z prośbą, żebym jeszcze miesiąc zaczekał i oczywiście nie korzystał z dentysty, zastrzyków, kosmetyczki, itp. Myślałem przez chwilę, że nic z tego nie będzie, ponieważ mam 49 lat i pewnie mają młodszego dawcę.

Aż tu nagle 2 marca nadszedł dzień wyjazdu do Krakowa na ostateczne badania, a potem na pobranie. Dostałem również zastrzyki – czynnik wzrostu komórek macierzystych, które aplikowałem sobie 2 x dziennie aż do momentu pobrania.

Termin pobrania został wyznaczony na połowę marca. Dzień wcześniej przyjechałem z żoną do hotelu w Krakowie. O 8.00 rano stawiłem się do Kliniki na Kopernika. Samo pobranie z krwi obwodowej jest bezbolesne, pobranie trwało 6 godz. Leżałem w wygodnym fotelu w towarzystwie sympatycznego personelu z kliniki w Krakowie (pozdrawiam serdecznie). Towarzyszyła mi również moja żona, która cały czas była przy mnie. Po udanym pobraniu dowiedziałem się, że moje komórki macierzyste pojechały do starszego Pana z Walii. Trzymam kciuki za mojego bliźniaka i czekam z niecierpliwością do momentu, aż przyjdzie wiadomość, że wszystko się udało i jest zdrowy, czego Jemu z całego serca życzę.

Mam nadzieje, że moja historia zachęci innych do oddania komórek macierzystych to naprawdę nic wielkiego, a może uratować komuś życie.

Na koniec mojej historii pragnę podziękować wszystkim z Fundacji DKMS, lekarzom i pielęgniarkom z kliniki w Krakowie. Przeżyłem coś wspaniałego, własnego, naprawdę warto!