Agnieszka Konieczny

16 Wrzesień 2014

W lipcu 2013 roku zarejestrowałam się jako potencjalny dawca DKMS. Jakie było moje zdziwienie, gdy w listopadzie 2013 roku zadzwonił telefon z DKMS z pytaniem czy nadal podtrzymuję decyzję by zostać dawcą. Oczywiście się zgodziłam.

Fundacja umówiła mnie na pobranie krwi w moim ośrodku zdrowia, poszłam i czekałam na telefon z Fundacji. Gdy okazało się, że jest wszystko ok, pojechałam w lutym na badania wstępne do Drezna.

Pobranie miało się odbyć w lutym, ale ze względu na bardzo zły stan zdrowia mojego biorcy termin przesunięto na lipiec. 4 dni przed pobraniem brałam zastrzyki tzw. hormon wzrostu komórek macierzystych i nadszedł dzień pobrania - 30 lipiec 2014 rok. Okazało się, że wytworzyłam za mało komórek i na drugi dzień miałam dobranie komórek. Pobranie nic nie boli, nic nie robisz, siedzisz na fotelu, maszyna robi wszystko za Ciebie.

Takim małym gestem ratujesz komuś życie. Dziwi mnie, że ludzie są tak nieświadomi tego, że mały gest znaczy czyjeś życie. Każdy z nas ma rodzinę i nikt by nie chciał, by taka tragedia dopadła kogoś z naszych najbliższych.

Zamiast współczuć w słowach weź się za czyny, przecież to nic nie boli, nic nie kosztuje, a dajesz życie. Rozumiesz? ŻYCIE drugiemu człowiekowi.

Każdy z nas chce żyć, każdy kocha to życie. Jeśli chcesz zostać dawcą, a masz wątpliwości zadzwoń do Fundacji DKMS, oni podadzą Ci mój numer, zadzwoń do mnie, porozmawiamy i opowiem Ci wszystko jak to wygląda.

Chciałabym podziękować Fundacji za wszystko, szczególnie pani Patrycji Rybarczyk. Mojemu mężowi Pawłowi Konieczny, siostrze Nikoli Dawid oraz mojej Agatce Przybył-Przybylak. Dziękuję.